niedziela, 20 listopada 2016

[v] dwa-oddechy


Długość: 4 413 wyrazów.
Czas publikacji: 20 listopada 2016.

 Warszawa, dziewiętnaste piętro, wrzosowy kubek wypełniony herbatą, papieros między dwoma palcami lewej dłoni. Na filterku odbita szminka, golden rose 28 z kolekcji matowej, paznokcie pomalowane na beżowo.
Zgnito zielony sweter podobno miał chronić mnie przed chłodem. Powietrze było mroźne i wilgotne. Z nieba sączyła się delikatna mżawka, która osadzała się na wysuszonych godzinę wcześniej brązowych włosach do ramion. Chłód wdzierał się w każdy zakamarek duszy, powodował, że od czasu do czasu cała drżałam. Miałam dreszcze. Kilkanaście. Kilka. Niewiele.
Stałam na balkonie w ten mroźny, nieprzyjemny dzień i wpatrywałam się w panoramę stolicy, ponieważ nie miałam wina, a papierosy powoli zaczynały mi się kończyć. Nie byłam nałogową palaczką, ale tamtego dnia nie zaciągałam się dymem papierosowym bez przyczyny, nie robiłam tego tylko dla rozrywki.
Oglądałam miasto z góry, nie potrafiąc patrzeć na ludzi z bliska, bez dystansu. Moja samotnia była przystanią, miejscem kontemplacji życia. Zastanawiałam się czy podjęłam kilka dobrych decyzji, uśmiechałam, bo spełniłam swoje marzenia. Jakaś zadra w moim organizmie uwolniła pojedynczą kroplę krwi. Zaciągałam się więc i przymykałam powieki. Zimny wiatr rozwiewał włosy. Miasto powoli zapadało w sen. W głowie pojawiało się kilka głupich pytań, na które nie chciałam szukać odpowiedzi. Niebo przybierało coraz ciemniejsze odcienie szarości, miasto chciało płakać bardziej, wyrażać emocje tych najbardziej cierpiących ludzi. 
Około 18:34 ciszę przerwał dźwięk rozbijanego kubka.

/

Kiedy poczułam ciepłą dłoń na swoim brzuchu, przez moje ciało przeszedł jeden krótki dreszcz, rozpalający tak mocno jak jeszcze żaden z poprzednich. Wzięłam wtedy głęboki oddech – musiałam wyglądać jakby brakowało mi tchu, jakbym za chwilę miała się udusić. Kciuk w okolicach mojego pępka, ciepłe wargi na karku, dwa palce, które sięgnęły po mojego papierosa i zgasiły go o barierkę – odpowiedź była bardzo prosta, ale jednocześnie nie do zaakceptowania w mojej głowie. Skrzywiłam się tylko i przełykałam gorycz porażki. Wtedy po raz pierwszy mnie to zabolało.
-Powiedziałaś kiedyś, że palisz tylko po naprawdę dobrym seksie.
Z perspektywy czasu mogę ją nazwać straszliwą klęską, największą przegraną w moim życiu, ponieważ ja chciałam, żeby to się tak skończyło. Chciałam, żeby przyszedł, żeby zobaczył moje idealnie pomalowane usta, zgasił papierosa, którym się rozkoszowałam i zobaczył odłamki materiału, z którego wykonany był mój ulubiony wrzosowy kubek, na płytkach. Chciałam usłyszeć jeszcze jeden ostatni raz z jego ust, że jestem najpiękniejszą kobietą na tym świecie i dopiero wtedy zamknąć za nim drzwi na zawsze. Chciałam dostać jeszcze ten jeden dzień, ale nie byłam na niego przygotowana i nie potrafiłam go zaakceptować. Nasze dni minęły i powoli ulatywały z wiatrem. Nie powinien przychodzić i mówić rzeczy, które sprawiały, że się uśmiecham. Powinien być osobą dużo bardziej rozsądniejszą, która po skreśleniu sześćdziesiątego pierwszego dnia w wirtualnym kalendarzu unosiła do góry kącik ust, wysuwała swoją dłoń z uścisku i szła do przodu. Dwa miesiące minęły. Kiedy poznałam Michała, miałam tylko tyle. I nie liczyło się wcale to czy po ich upłynięciu miałam być wygrana, czy przegrana, mogłam poświęcić mu jedynie dwa miesiące. Nieważne co się działo, to było jedynie 61 dni.
-Mój kochanek wyszedł dziesięć minut temu.
Kłamałam.

/

Michał był jak narkotyk i chociaż z tyłu głowy od razu zapaliła mi się ogromna czerwona lampeczka, która gasła tylko na krótkie chwile, to chciałam go brać, zażywać i się uzależniać. Miałam beznadziejną naturę, która kazała podążać mi za tym, co niebezpieczne i tajemnicze oraz pakować się w sprawy bez przyszłości. To pozwalało mi żyć, dawało energię do pracy nad kształtowaniem swojego charakteru, pozwalało patrzeć na świat z perspektywy dziewiętnastego piętra. Te krótkie chwile, kiedy stałam w bokserkach i koszuli z papierosem w lewej dłoni i mrużyłam oczy, martwiąc się czy szminka na moich ustach się nie rozmazała, a w mojej sypialni leżał nagi Michał, sprawiały, że uśmiechałam się pod nosem. Budowały wiarę, że następnego dnia dam z siebie wszystko, będę pracować jeszcze ciężej, zmierzać prosto do swojego celu. Byłam egoistką i indywidualistką, która ułożyła plan na swoje życie wiele lat temu. Wszystko miało mieć swój określony ład i porządek i nie było w nim już miejsca na drugą osobę, nawet jeżeli to bolało, nawet jeżeli pragnęło się jeszcze więcej i nie chciało się powiedzieć koniec. Nigdy nie dałam mu nadziei, że z tego może być coś więcej, o nie. O ile sama miałam przez jedną, jedną jedyną, naprawdę bardzo krótką chwilę nadzieję, że coś da się z tego stworzyć, to szybko wymazałam ją z pamięci. Ja nie byłam zdolna do poświęceń. Nie znałam smaku miłości, która była w stanie przezwyciężyć wszystko. Postrzegałam ją jedynie jako mroczne i tajemnicze uczucie, które naznaczone jest cierpieniem i cholernie mnie to fascynowało. Miłość w czarnych barwach, sekretne pocałunki, tajemnice, tęsknota, niepewność, strach i picie wina w ciemnym pomieszczeniu po dobrym seksie. To było coś dla czego chociaż na chwilę mogłam spuścić z tonu. Jednak wciąż miałam w głowie myśli, że mogło to trwać tylko jakiś krótki czas. A później musiałam zrezygnować - odpuścić w tej dziedzinie życia, żeby gorycz porażki nie pozwalała mi poddać się chociaż na ułamek sekundy w innych.
-Jak przygotowania do ślubu?
Odkaszlnął.
-Daria miała dzisiaj ostatnią przymiarkę.
Leżałam, przykryta skrawkiem pościeli i patrzyłam na napięte mięśnie Michała, który siedział na skraju łóżka. To, że zdradzał swoją narzeczoną, z którą za trzy tygodnie powiedzieć mieli sobie przed ołtarzem sakramentalne tak, guzik mnie obchodziło. Zgodził się na taki układ i działał z czystą premedytacją, sprawiając, że uśmiechałam się delikatnie sama do siebie, kiedy nie patrzył. Wybierał mnie. Szukał choćby jednej krótkiej chwili, żeby spotkać się ze mną, kochać się, pić wino i rozmawiać do późnych godzin tylko ze mną. To nadawało nam kolejnych odcieni mroku, w którym topiła się nasza znajomość i czyniła ją jeszcze bardziej tajemniczą i fascynującą. To sprawiało, że sypialnie wypełnił mój głośny śmiech, który wydostał się spomiędzy moich warg, kiedy zakładałam bokserki i sweter, żeby nie świecić przez całą Warszawą swoją nagością. Miałam piękne ciało, to prawda, Michał nie karmił mnie jedynie złudnymi mrzonkami, żeby mnie zawstydzić. Byłam zmysłowa i piękna. Delikatna i pociągająca. Dlatego fascynowałam mężczyzn.
-Dlatego przyjechałeś. – Popatrzyłam na niego wciąż się śmiejąc i wyciągnęłam z paczki jedną fajkę. Jednak kiedy dostrzegłam wyraz jego twarzy, poczułam ogarniający mnie chłód. Owinęłam się szczelniej swetrem, ale to wcale nie pomogło. Zimno nie dobiegało z zewnątrz. Wypełniało pomieszczenie i wdzierało się w każdy jego zakamarek. Nie zarejestrowałam, że się cofam, dopóki nie uderzyłam plecami o kant szafki. Ból był straszliwy, lecz nieporównywalny z zawodem, który musiałam przełknąć. Wszystko zrozumiałam. Wielka gula w moim gardle sprawiła, że nie potrafiłam złapać oddechu. Zaczynałam się dusić, ale wcale nie wiedziałam już czy chciałam, żeby tlen wypełnił jeszcze chociaż raz moje płuca. Czułam się tak strasznie oszukana. – Jak mogłeś. – Szepnęłam. – Obiecałeś mi.

Dzień, w którym Michał pojawił się w moim życiu, zapamiętam na pewno na bardzo długo. Nie wiem czy na zawsze, ponieważ nie mam pewności czy za kilka miesięcy nie zapomnę rysów jego twarzy, suchych warg, tego jak mnie dotykał. To wszystko powinno być tak naprawdę takie jak zawsze, jednak z nim myślenie było zupełnie inne - trudniejsze, bardziej czasochłonne. Mój umysł zmuszał mnie do analizowania sytuacji, które miały miejsce, myślenia co by było gdyby. To przez niego pierwszy raz w życiu zaspałam na trening. Byłam na siebie tak wściekła, że nie potrafiłam spojrzeć na swoje odbicie w lustrze. Było mi tak okropnie wstyd, że pozwoliłam wkroczyć mu w sferę życia, w której nie mogło być dla nikogo miejsca. To wtedy obiecaliśmy sobie, że ani razu, ani razu przez ten krótki czas swojej znajomości, nie naruszymy granicy swojego życia zawodowego. Mnie nigdy nie przeszło przez myśl, żeby pojechać na jakiekolwiek jego mecz, bo chyba bałam się, że będzie to punkt kulminacyjny, który sprawi, że zacznie mnie to wszystko interesować i nie brałam nawet pod uwagę opcji, że w jego przypadku mogło być inaczej. Wzięłam to jako pewniak. I tak bardzo się pomyliłam.
-Po co to zrobiłeś? – Nie odpowiedział.

Zaczęło mu zależeć. To było proste i logiczne i tłumaczyło jego pokręcone zachowanie. To dlatego tamtego dnia złamał postanowienie, że już nigdy więcej się nie zobaczymy i do mnie przyszedł. To dlatego przekroczył tę cholerną granicę i przyszedł na najważniejszy występ w mojej karierze. Kiedy stawiałam ostatni krok w kierunku spełnienia swoich marzeń. Nigdy nie chciałam, żeby oglądał mnie, kiedy tańczę. Nigdy nie chciałam, żeby ktokolwiek z moich bliskich był tego świadkiem i dostrzegł osobę, która jest gdzieś w głębi mnie. To było ponad moje siły i obiecałam sobie, że nigdy do tego nie odpuszczę. O ile jeszcze kilka godzin temu, kiedy jego kciuk zajmował miejsce obok mojego pępka, kiedy całował moją żuchwę i robił malinkę tuż pod moim lewym uchem, miałam wątpliwości, teraz wszystko odpłynęło. Michał nie był dla mnie już tym samym człowiekiem. Zaczęłam doszukiwać się jakiejś skazy w jego oczach, wad w jego osobie, elementu, który potwierdziłby mi, że jest draniem, ale narkotyk nie ma w oczach ćpuna żadnych minusów. Musiałam pogodzić się z porażką. Ostatnią w swoim życiu. Drugą i ostatnią razem z nim.
Wstał. Jego kroki były ostrożne, pełne dystansu. Zatrzymał się już po wykonaniu dwóch z nich, ponieważ zbliżenie się do mnie w tamtym momencie z pewnością nie mogło być dobrym rozwiązaniem i on doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Prawdopodobnie dostrzegł to w moim tęczówkach, wyrazie twarzy, ruchach, chłodzie i dystansie, który między nami się pojawił. Spojrzał na mnie tylko raz. Tylko raz, ale ten jeden raz wystarczył mi w zupełności. To wtedy wypowiedział słowa, które nigdy nie powinny między nami paść.  Michał zgubił to coś, co trzymało nas jeszcze razem i sprawiało, że byliśmy wyjątkowi. Tajemnice, niewypowiedziane słowa. Sądziłam, że jestem zbyt ostrożna, żeby to kiedykolwiek się zdarzyło.
-Zabezpieczaliśmy się. – Krzyknął i właśnie wtedy spojrzał na mnie ten jeden jedyny raz. Jego tęczówki, te cudownie błękitne tęczówki, które błyszczały w mroku, pełne były rozczarowania, które odbijało się w mojej twarzy. Nie potrafiłam znieść tego widoku, bo bałam się, że poczuje żal, jakieś wyrzuty sumienia. Że wypełni mnie przekonanie, że mój plan upadł. To było jego ostatnie spojrzenie zanim to powiedział, zanim jego głos się złamał. – Przespałem się z tobą i zaraziłem uczuciami, chociaż się zabezpieczaliśmy.

Nie potrafiłam już spojrzeć na niego jak na człowieka, którego oglądałam przez ostatnie dwa miesiące. Jego obraz w mojej głowie wciąż był idealny jednak czerwona lampka w mojej głowie świeciła jaśniej niż kiedykolwiek. Nie potrafiłam się do tego wtedy jeszcze przyznać, ale to zabolało. Zrobiło ogromną dziurę w mojej klatce piersiowej i odsłoniło na światło dzienne moje wnętrzności. Czy gdybym wiedziała, że to się tak skończy, pozwoliłabym sobie na to wszystko? Z pewnością nie. Nie byłam masochistką, nigdy nie cierpiałam przez drugiego człowieka i jeżeli to miało tak wyglądać to powinnam wsiąść do najbliższego samolotu do Moskwy i polecieć już wtedy. Znaleźć jakiegoś przystojnego faceta i kochać się z nim przez całą noc do utraty tchu, do zapomnienia. Do chwilowego uciszenia myśli.
Tak naprawdę nigdy nie kochałam. Nigdy nie przyszło mi na myśl, żeby poczuć coś do drugiego człowieka. Moje romanse zawsze kończyły się w określonym terminie, który powodował, że nie potrafiłam poznać mojego kochanka. Kochałam jedynie taniec i dobre wino. I jeżeli miłość do mężczyzny była choć w jakimś stopniu tak silna, mocna i piękna jak to uczucie, które czułam do swojej pasji, to ja nie chciałam kochać nigdy. Nie chciałam przeżywać wzlotów i upadków z kimś obok, ponieważ to oznaczałoby za duże poświęcenie i cierpienie. Zbyt duże przywiązanie. Zbyt wiele łez, kiedy to wszystko mogłoby się niespodziewanie skończyć i rozpaść.
My rozpaść się nie mogliśmy nigdy, bo nigdy nie tworzyliśmy żadnego my. Spotkało mnie to co nieuniknione – spadł na mnie ciężar rozczarowania, wina, bo moja czujność została uśpiona. Zastanawiałam się, w którym dokładnie momencie mogło to nastąpić, którego dnia wykonaliśmy coś nie tak. Dlaczego mógł się zarazić tymi pieprzonymi uczuciami, co to mogło w ogóle oznaczać. Czy potrafiło zmienić mnie jako człowieka? Na to pytanie odpowiedź poznać miałam dopiero w przyszłości.
-Musiałeś się pomylić. – Szepnęłam, próbując obudzić w nas nadzieje. Przekonywałam się jednak na próżno.

/

Zaciągnęłam się dymem papierosowym i wpatrywałam w się w krajobraz uśpionej Warszawy. Było już grubo po północy, a to miasto było równie nudne jak każde inne w tym kraju i zasypiało tuż po dwunastej w nocy. Bałam się, że jeżeli oderwę wzrok od wieżowca naprzeciwko mnie, coś się stanie, coś stracę. Nie mrugałam, chociaż moje oczy zachodziły łzami i szczypanie robiło się nie do zniesienia.
To wszystko, co działo się między mną a Michałem trochę mnie przerażało i jednocześnie fascynowało. Nie wiedziałam jak to określić, ale mój organizm chciał tego więcej i więcej. Chciał kochać się z nim każdego dnia, chciał pić z nim wino każdego wieczora. Chciał upajać się widokiem porozrzucanych ciuchów na podłodze w mojej sypialni. Chciał mieć go na wyciągnięcie ręki, chociaż nasze dłonie nigdy do siebie nie pasowały. My do siebie nigdy nie pasowaliśmy. Ja i on nigdy nie tworzyliśmy my.
Mój organizm przepełniało jednak zdecydowanie więcej wątpliwości. Bałam się, że jeżeli pozwolę zostać mu tutaj jeszcze na choćby jeden wieczór po tym co mi powiedział, to dam mu nadzieje na jakąś nikłą przyszłość i zrezygnuje ze ślubu. Nie wiem czy był do tego zdolny, czy był w stanie dla jednego krótkiego romansu zrezygnować z przyszłości, o której marzył całe życie. Najbardziej przerażało mnie chyba to, że w głębi duszy ja chyba chciałam, żeby to zrobił. Chciałam zobaczyć co te jego uczucia, którymi się zaraził, oznaczają, nawet jeżeli to miało nie mieć przyszłości, jeżeli nigdy więcej mieliśmy się nie spotkać. Ja nie potrafiłabym zrezygnować z czegoś, do czego dążyłam całe życie. Na samą myśl, że miałabym odmówić uczestnictwa w warsztatach, o których marzyłam odkąd zaczęłam tańczyć taniec klasyczny, wydawało mi się, że tracę w płucach tlen, zapominałam jak się oddycha.
Dlatego właśnie nie mogliśmy być razem. Obydwoje mieliśmy pasje w obronie, której byliśmy zdolni oddać swoje życie. Dlatego nie potrafiłam mu wybaczyć, że przyszedł na mój występ i zaraził się uczuciami, ponieważ wszystko komplikował i niepotrzebnie przeciągał. Świadomość, że wszystko potoczyło się według mojego planu naprawdę wiele w Rosji by mi ułatwiła. Teraz jednak wszystko miało wyglądać inaczej.

Michał przyszedł i stanął obok mnie na balkonie. Nie wykonał zbyt agresywnego ruchu w moim kierunku, ale jednym dotykiem sprawił, że odwróciłam się twarzą do niego. Jego tęczówki znów utkwione były w moich, dłońmi sunął po talii, ramionach aż wreszcie złapał mnie za policzki. Zagryzłam wargi i spojrzałam na jego usta. Zawsze chciałam poznać ich smak, jednak nigdy nie przeszło mi przez myśl, żeby ich spróbować. To byłoby zbyt łatwe, zbyt niepasujące do tego wszystkiego. Dlatego strach, że to mogło i miało się stać, był nie do zniesienia. Chciałam uciec i zamknąć za sobą drzwi balkonowe, wyjść z mieszkania i nie wracać do niego aż nie zniknie. On nie pozwolił jednak wykonać mi żadnego ruchu. Patrzył nieprzerwanie w moje oczy, nasze twarze dzieliły centymetry. Centymetr. Milimetr. Aż w końcu mnie pocałował. Na początku byłam przekonana, że to będzie najbardziej niepewne złączenie warg w naszym życiu, że będzie trwać tylko kilka sekund, które wywołają mętlik w mojej głowie na najbliższych kilka godzin. Później jednak przekonałam się, że miał to być najpiękniejszy pocałunek w moim życiu. Jego intensywność sprawiała, że nie mogłam złapać oddechu, nie potrafiłam opanować emocji, które zrodziły się w moim organizmie i próbowały wybuchnąć. Byłam jak tykająca bomba, która nie potrafiła opanować podobno nieistniejących nigdy uczuć. Wtedy już nie myślałam. Wszystko uleciało ze mnie jak liście pchnięte przez wiatr. Miałam wrażenie, że unoszę się do góry i nigdy już nie spadnę.
Michał przerwał pocałunek i oparł swoje czoło o moje. Oddychał jakby pochłanianie powietrza było ostatnim co mu w życiu zostało. Oblizał wargi, przymknął powieki. Wyglądał niesamowicie. Nie potrafiłam oderwać spojrzenia od jego tęczówek i dłoni od unoszącej się w przyśpieszonym tempie klatki piersiowej. To działało, działało bardziej niż byśmy sobie tego życzyli. W tamtym momencie, na te kilka ostatnich godzin, byłam w stanie zgodzić się na wszystko byle tylko przy mnie był, byle tylko całował mnie w ten sposób, patrzył jak jeszcze nikt nigdy na mnie nie patrzył. Byłam w stanie błagać go o to, żeby jeszcze został, chociaż na chwilę, na ostatnie pięć minut, bo to mógłby być najszczęśliwszy czas mojego życia.
Wtedy po raz pierwszy przeraziła mnie myśl, że to się skończy, wtedy po raz pierwszy chciałam trzymać materiał jego koszulki, powstrzymując go przed wyjściem. Wtedy drugi raz w życiu pomyślałam, że mogłoby nam się udać. Ale to były tylko myśli, tylko nadzieje, które roztapiały się jak lody na słońcu. Nasza znajomość to jedynie ubrania porozrzucane po podłodze i tona wypalonych papierosów, chociaż oboje tego nie cierpieliśmy. Nie łączyło nas nic więcej prócz tych kilku intymnych chwil, które razem przeżyliśmy. Nie mieliśmy nic więcej. Nigdy nie mieliśmy racji bytu.
-Musiałem to zrobić, Blanka. – Szepnął. – Przyszedłem na twój występ, bo pierwszy raz w życiu tak bardzo chciałem poznać kogoś bardziej. Chciałem zobaczyć co powoduje, że nasze dni się skończyły.
Skrzywiłam się. Po co to robił? Całe piękno tego wszystkiego polegać miało na tajemnicach i wyznaczonych dokładnie graniach, które powodowały, że każdy w określonym terminie mógł i musiał iść w swoją stronę. Byłam na niego wściekła, że to akurat on jako pierwszy i jedyny złamał najważniejszą zasadę mojego życia i zobaczył jak tańczę. Nie potrafiłam mu tego wybaczyć, może też po prostu tego nie chciałam. Tłumaczyłam sobie, że zadra, którą zbuduję w swojej głowie, spowoduje, że łatwiej będzie mi zamknąć za nim drzwi. Tonęłam i chwytałam się najbardziej kuriozalnych kół ratunkowych, mimo że już wtedy wiedziałam, że to nie minie w kilka godzin. Nasze dni się skończyły i nic nie mogło sprawić, że coś się zmieni. Mógł jedynie tylko trochę to przedłużyć, budząc tylko niepotrzebną nadzieje – dając świadomość, że jego wspomnienie w mojej głowie będzie wyraźniejsze niż się spodziewałam.
Starłam paznokciem ślad szminki z jego skóry, a on znów połączył nasze wargi. Znów całował mnie jakby jutra miało nie być, jakby ta jedna chwila mogła i miała wypełnić mi całą przyszłość. Musiała mi ją wypełnić. Musiała zostać zapamiętana przez mój umysł w każdym aspekcie, ponieważ to wszystko miało się już nie powtórzyć, ponieważ to był wstęp do drugiego z naszych pożegnań. Na samą myśl o tym zabrakło mi powietrza w płucach, ogromna gula wypełniła moje gardło. Miałam wrażenie, że spadam, chociaż czułam dłonie Michała na swoich policzkach i barierkę, która mocno wbijała się w moje plecy. Może spadaliśmy razem? Może razem mieliśmy roztrząsać się o betonowy chodnik przy jednej w warszawskich ulic i nasze życie miało się skończyć? 
Nikt jeszcze nigdy mnie tak nie całował. Nikt nie wkładał w to tyle pasji i determinacji. Nikt nie dawał mi wiary w to, że mogłabym ułożyć sobie życie z drugą osobą. Przez chwilę miałam nawet wątpliwości czy on jest prawdziwym człowiekiem, czy tylko moją mimozą, która pokazuje mi świat z innej perspektywy. Tylko, że Michał przyszedł tamtego dnia, ponieważ nie wiedział najważniejszego. Nie został na wczorajszym występie do końca.
-Dostałam się na warsztaty do Barysznikowa.
Zawód i nikła radość w jego oczach były nie do zniesienia.

/

Kiedy Michał dowiedział się, że osiągnęłam coś o czym marzyłam całe życie i prawdopodobnie wyjadę z Polski już na zawsze, poprosił, żebyśmy otworzyli szampana. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, oddech miał spokojny, przełykał alkohol z cierpką miną. Siedzieliśmy w salonie na podłodze, opieraliśmy się o ścianę, jedliśmy pistacje. W pomieszczeniu nie paliło się żadne światło i chociaż nigdy dotąd mi to nie przeszkadzało, w tamtym momencie ta cisza i ciemność mi ciążyły. Każde zetknięcie naszych dłoni w miseczce z orzeszkami powodowało, że całe moje ciało się spinało, że pomieszczenie wypełniało gęste powietrze. Zastanawiałam się wtedy za każdym razem czy są jakieś odpowiednie słowa, którymi mogę je pokonać. Nic nie było dobre. Wystarczył jeden dzień i jedno zdanie, żeby wszystko zmienić, żeby spowodować, że patrzyło się na drugiego człowieka zupełnie inaczej niż dotychczas. Bałam się świadomości, że w którymś momencie mogło zacząć nam zależeć, że seks nie był tylko seksem, że nasza historia to nie były tylko spotkania kończące się wraz z początkiem nowego dnia. Bałam się tego, co wydarzy się, kiedy promienie słońca zaczną drażnić moje oczy. Jaki wyraz twarzy ujrzymy w swoim lustrzanym odbiciu. Do czego to doprowadzi.
Tamtego dnia pozwoliłam mu palić w salonie, bo nie chciałam stracić żadnej chwili. Wraz z nim i tym mieszkaniem odejść miały wszystkie wspomnienia i momenty, które razem przeżyliśmy. To tutaj zaczynała i kończyła się nasza historia, której świadkami były tylko te ściany. Skrywaliśmy w nim swoją podłą tajemnicę i brudne fakty z naszego życia. Wraz z zamknięciem jego drzwi, dwa miesiące z naszego życia miały pozostać jedynie cichym wspomnieniem w naszych duszach, które z czasem miało wyblaknąć i już nie wiadomo miało być czy to wszystko wydarzyło się naprawdę, czy nie mieszaliśmy jawy ze snem. 
Bardzo mocno jednak wierzyłam, że te chwilę zostaną ze mną na długo. Nawet jeżeli nie będę chciała do nich wracać, to chciałam mieć świadomość, że korzystałam z życia i nie zmarnowałam żadnego dnia. Nie przegapiłam żadnego momentu. Uczyłam się na błędach. Byłam silna. Wstawałam mocniejsza.
-Opowiedz mi o tym. – Michał przerwał ciszę i wypuścił dym z płuc. Przymknął też na krótką chwilę powieki. Później na mnie spojrzał. Jego tęczówki świeciły w ciemności jak dwie jasne gwiazdy na niebie. Mogłam patrzeć w nie godzinami, tygodniami, nie mrugając. Nie musiałam pytać, żeby wiedzieć o co mu chodzi. 
-Zaimponował mi. – Westchnęłam z uśmiechem. – Powiedział, że jestem niesamowita i od dłuższego czasu chciał zobaczyć mnie na żywo. Nie zastanawiał się ani minuty, kiedy dostał zaproszenie na wczorajszy występ, chociaż taki człowiek jak on wyrzuca je od razu do kosza. Odwołał swoją obecność w Montrealu i wybrał Warszawę, powiadomił organizatorów dopiero wczoraj rano. Spotkał się ze mną tuż przed samym występem i powiedział, że będzie miał na mnie oko. – Przerwałam na krótką chwilę. – Sprawił, że moje marzenia jeszcze nigdy nie były tak blisko. Musiałam jedynie wyciągnąć po nie dłoń. Nie wahałam się ani chwili. Myślałam, że śnię. To chyba podobne uczucie, które czułeś po zdobyciu Mistrzostwa Świata. Kiedy masz to już w rękach, nic innego się nie liczy. Czas może biec dalej, po raz pierwszy nie przejmujesz się tym, że sekundy przelatują ci przez palce. Takie chwile sprawiają, że czujesz, że podbiłeś świat. Nie musisz pić alkoholu, żeby to świętować, ponieważ twój organizm wytwarza tyle endorfin, że mogłabyś obdarować nimi pół kontynentu. –  Westchnęłam i oparłam głowę o jego ramię. – Zaproponował mi dwa lata w swojej szkole. To sprawi, że nie będzie przede mną już żadnych granic. To niesamowity moment, kiedy już wiesz, że ci się udało, nie zatrzymasz się nigdy w miejscu. Będę trenować do upadłego. Czerpać wiedzę z każdego słowa tego mistrza i jego choreografów. Będę wielką tancerką, Michał.
Nie wiem czy mnie jeszcze słuchał, ale w momencie, kiedy wypowiedziałam ostatnie zdanie, przyciągnął mnie do siebie. To spowodowało, że znalazłam się na jego kolanach, patrzyłam mu prosto w oczy, nie mogłam ukryć żadnych ze swoich emocji. Byłam trochę skołowana, bo nie wiedziałam dokąd to wszystko zmierza. Jeszcze kilka minut temu bałam się jego dotyku, a teraz pragnęłam zaciągnąć go do łóżka i zachwycać się widokiem jego nagiego ciała zatopionego w mojej białej pościeli. Jeszcze kilka chwil temu dusiłam się w jego obecności, a teraz zmniejszałam odległość, która nas dzieliła.
Przysunęłam się do niego jak najbliżej i złączyłam nasze wargi. Pierwszy pocałunek był niepewny. Czułam się jakbym robiła coś zabronionego, coś co nigdy nie powinno się zdarzyć. Tym razem to ja naruszałam pewną granicę i zaburzałam poziom tajemniczości naszego spotkania. Nasze usta pasowały jednak do siebie idealnie. Nie miałam co do tego żadnej wątpliwości, więc pogłębiałam pocałunek, który w pewnym momencie przeistoczył się w morderczą walkę o tlen. Michał przejechał zębami po mojej żuchwie i zostawiał na rozgrzanej i czułej na dotyk skórze mokre ślady, które następnie scałowywał suchymi wargami. Muskał mnie w miejscu, w którym kilka godzin temu zrobił malinkę. Szeptał, że jestem piękna, że traci przy mnie kontrolę. Mówił, że pragnie mnie tak mocno, że nie pozwala mu to normalnie funkcjonować, że jego klatkę piersiową wypełnia tępy ból. Miałam wrażenie, że tamta chwila została otoczona magią, która nie jest w stanie nas zatrzymać, pcha nas na krawędź. Pragnęłam go bardziej niż kiedykolwiek, chociaż myślałam, że nie jest to możliwe. Bałam się dokąd to zmierza, jednak przepełniała mnie świadomość, że jestem z nim bezpieczna. Że nie jestem w tym sama. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że była to jedna z najlepszych chwil w moim życiu. Taka, o którą walczy się do samego końca i nigdy powinno się nie poddawać.

/

Niestety nie było na tym świecie siły, która sprawiłaby, że bohaterów tej bajki połączyłby ten sam czas i wspólne miejsce. Nie było siły, która sprawiłaby, że byłoby dobrze. Nie w przypadku moim i Michała. Ten jeden, deszczowy, październikowy dzień był zarazem najszczęśliwszym i najgorszym dniem mojego życia. Dostałam szansę spędzania go z mężczyzną, który całował mnie jakby jutra miało nie być, ale jednocześnie też z człowiekiem, który za kilkanaście godzin zamknie za sobą drzwi i już nigdy więcej mnie nie zobaczy. Był przepełniony wilgocią oraz mrokiem, deszczem przeszywającym człowieka na wskroś.
Tamta noc była jedną z najkrótszych nocy w moim życiu, mimo że cofaliśmy czas. Wino jeszcze nigdy nie smakowało tak dobrze, słowa jeszcze nigdy nie były dobierane tak starannie i konsekwentnie. Pocałunki jeszcze nigdy nie były składane z taką namiętnością, z tym nienazwanym uczuciem, unoszącym się między nami. Z każdej sekundy starałam się czerpać jak najwięcej, próbowałam nasycić swój organizm chociaż na kilka pierwszych tygodni, jednak szybko łapałam się na tym, że ćpun nigdy nie ma dosyć, zawsze pragnie więcej i więcej. Musiałam pogodzić się z kolejną, najprawdopodobniej najgorszą porażką w moim życiu - zgubieniem samej siebie.
Kiedy słońce zaczęło wschodzić, połączyłam jego dłoń ze swoją, mając nikłą nadzieje, że jednak się myliłam, że one jednak do siebie pasują. Przyciskałam go do siebie i wdychałam jego intensywny, otumaniający zapach, którym przesiąkła cała moje pościel. Muszę przyznać, że bez wątpienia po raz pierwszy w swoim życiu naprawdę się wtedy czegoś bałam. Nie chciałam zamykać oczu, ponieważ musiałam nasycić się widokiem jego zmierzwionych włosów i spokojnego wyrazu twarzy, kiedy spał. Ten jeden jedyny, ostatni raz. Miałam wtedy jeszcze małą nadzieję, że jestem w stanie uciszyć swoje ambicje i zrezygnować. Szybko jednak wyprowadziłam siebie z błędu - nigdy bym nam tego nie wybaczyła. Nigdy więcej nie spojrzałabym w lustro, żeby ujrzeć w nim swoje odbicie. Nigdy nie popatrzyłabym na Michała bez świadomości, że to przez niego zaprzepaściłam swoje marzenia.
Byłam silna, kiedy wstał i pocałował mnie w kącik ust i szeptał czułe słowa. Byłam silna, kiedy kolejny raz unosiliśmy się i opadaliśmy. Ale największą energią wykazałam się, zamykając za nim drzwi, ponieważ w jego oczach widziałam nadzieje, że to nie jest koniec, wiadomość, że on nie odpuści. Jednak to był koniec. Definitywny koniec. Przekonałam się o tym następnego dnia na pokładzie samolotu do Brukseli, kiedy zaciskałam powieki z bólu, chociaż podobno nie byłam zdolna do miłości. To właśnie to uczucie było najgorsze ze wszystkich, których doświadczyłam w życiu. Bolało jak diabli. 

12 komentarzy:

  1. Takie uczucia bolą, jak diabli. Nie uwolnisz się od nich, mimo że pragniesz tego najbardziej na świecie. Michał stał się panem uzależniającym, którego Blanka zapamięta na długo; mężczyzna był przy niej i mimo, że wielkimi krokami zbliża się jego ślub, nie bali się. Oboje potrzebowali siebie nawzajem i mam wrażenie, że ta historia nie zakończy się w tym miejscu. Czy pan młody będzie w stanie wypowiedzieć słowa przysięgi małżeńskiej i zapomnieć o kobiecie, z którą spędził namiętne chwile? Czy tancerka wymaże go z głowy i zastąpi swoją pasją? Wydaje mi się, że będzie zupełnie inaczej.
    Kochana weny! Zapraszam do mojego Tomka:
    https://tamta-noc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jak będzie, musimy już sami sobie wyobrazić. Ja już mam w głowie swoją wersję i mimo że na początku bardzo chciałam ją przedstawić, nie spieszę jej. Myślę, że ta historia zasługuje na to, żeby zakończyć się właśnie w tym miejscu. Dziękuję za obecność i zostawienie po sobie śladu.

      Usuń
  2. Nie wiem dlaczdego zbierałam się do tego jednoparta tak długo. Przeszło dwa miesiące. Wiedziałam o jego istnieniu, od czasu do czasu próbowałam zacząć go w końcu czytać, ale nie potrafiłam.
    I to nie z lenistwa, braku czasu. A raczej ze strachu, bo Ty, droga femme, piszesz tak dobitnie. Powodujesz, że czytelnika boli wtedy, gdy boli bohaterów. Płaczemy i śmiejemy się wraz z nimi. A to powyższe było tak realne, że pomimo iż rzuciłam palenie przed trzema miesiącami, czułam w swoich ustach smak nikotyny, wypuszczałam dym razem z nimi.
    Podziwiam ją. Podziwiam, że dała rady i nie ugięła się przed Michałem. Jakkolwiek miałaby się ich relacja potoczyć, cieszę się, że wyjechała, bo tylko w silnych kobietach tkwi prawdziwe piękno.

    Twoja, yummy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo właśnie o to chyba w tym chodzi - żeby bolało nas, kiedy boli ich, żeby zabierało nam oddech, kiedy im brakuje słów. Do tego zawsze zmierzałam i zawsze zmierzać będę. Cieszę się, że to tak działa. Tak ma być. Robisz mi uśmiech. Dziękuję, że jesteś.

      Usuń
    2. A wrocisz ze storczykiem, bo jak juz mam przezywać to ich tez chce <3

      Usuń
    3. Chyba nie potrafię w tę historię, nie potrafię znów się w niej zakochać i myślenie o niej po prostu mnie męczy. Póki co zaczęłam pisać aalowe, chcę to dokończyć.

      Usuń
    4. W takim razie jak tylko uporam sie z nadrabianie jednaj historii i Twoich jednopartow, wroce tam <3

      Usuń
  3. Femmus, ale daj dostęp do aalowe to w koncu nadrobię :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem jakim cudem nie ma tu ode mnie ani słowa... Przepraszam

    OdpowiedzUsuń
  5. <>

    mam nadzieję, że to nie jest złe. ostatni raz (?) zapraszam na Daniela i Linn.

    ret.

    http://stukot-szkla.blogspot.com/2017/04/108-epilog.html#comment-form

    OdpowiedzUsuń
  6. Po długiej, zbyt długie przerwie zapraszam po raz ostatni na Stefana i Marie

    https://naucz-mnie-oddychac.blogspot.com/2017/10/oddech-jedenasty-epilog.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. znacie to uczucie, gdy spotykacie się z kimś po latach? tak się teraz czuję publikując drugą część Linn i Daniela ♥

      http://wcisnij-powtorzenie.blogspot.com/2018/03/202.html

      Usuń