[prolog]
Sądzę, że już od samego początku
wiedziałam, że nigdy nie będę potrafiła przejść obok niego obojętnie. Sądzę, że
gdy tylko zobaczyłam go po raz pierwszy, mój organizm rozpoznał w nim kogoś
naprawdę bliskiego i bez żadnego przyzwolenia postanowił się od niego
uzależnić. Sądzę, że niezależnie od tego jaką ścieżką bym podążyła i jaką
decyzję podjęła, no i tak skończyłabym w tym samym miejscu, w którym obecnie
się znajduję. Sądzę, że po prostu ciążyło nade mną fatum, które bacznie
kontrolowało czy moje przeznaczenie się spełnia, a ja w żaden sposób nie mogłam
się przed nim schronić. Sądzę, że został stworzony właśnie po to by w sobie
rozkochiwać, by uzależniać drugiego człowieka od swojej obecności i doprowadzać
go do skraju wytrzymania.
Sądzę, że po prostu był ideałem. Jego
piękne, błękitne tęczówki krzyczały do mnie głośno i wyraźnie tak, to właśnie ja stanę się twoją obsesją, a
ja zagłuszałam te dźwięki głośną muzyką i wyjaśnieniami, że takie przypadki się
nie zdarzają, że w spojrzeniu tak naprawdę nie da się zakochać. Miał
niesamowite brązowe włosy, które delikatnie powiewały na wietrze w wszystkie
strony i wciąż wyglądały jakby dopiero co uczesał je grzebieniem i kilkanaście
minut starannie modelował. Jego uśmiech zarażał. Sprawiał, że czułam się lepszym
człowiekiem, uwodził i jednocześnie wyznaczał dystans. Był pełen sprzeczności,
a kobiety uwielbiają sprzeczności. Uwielbiają tajemniczość, zadziorność i
mężczyzn zbudowanych z tysięcy niepasujących do siebie elementów, które razem
tworzą jednostki wyjątkowe.
Sądzę, że właśnie taka miłość zawsze
była mi pisana: miłość przepełniona tajemniczością, cierpieniem, ale i
radością; miłość pobudzająca każdą cząsteczkę ciała, uzależniająca jak
najsilniejsze na świecie narkotyki. Miłość piękna, ale jednocześnie niedoskonała,
pełna pęknięć i skaz, których nawet ideały nie potrafiły zatuszować. Miłość
zapalająca tysiące iskierek nadziei, że razem mogliśmy osiągnąć wszystko.
Dotknąć gwiazd, burzyć mury. Miłość, która nie dawała o sobie zapomnieć nawet
na kilkanaście minut dziennie, prześladuje cię w każdej sekundzie życia. I nie
maleje. Nigdy nie traci na sile, chociaż pragniemy tego z całego serca. Spotykamy
na swojej drodze ludzi, którzy dają nam wszystko, co najlepsze. Ale my wciąż
pragniemy tylko chwili uwagi od tej jednej jedynej jednostki. I nic nie jest w
stanie jej zastąpić.
Przez całe życie zastanawiałam się jak
to jest, że rzeczy najbardziej zakazane pociągają nas najmocniej. Dlaczego
kiedy rozum krzyczy nie, nasze serce nie jest zdolne przejść obok czegoś obojętnie
i nigdy nie tym nie zainteresować? Dlaczego angażujemy się w podłe i
beznadziejne historie, skoro doskonale zdajemy sobie sprawę, że to nie może się
udać? Nie ma racji bytu. Nie może istnieć w świecie. Że pojawia się tylko po
to, żeby zranić i zniknąć.
Przez całe życie zastanawiałam się czy
i dlaczego mogłoby się nam udać. Czy fakt, że pokochałam zbyt bardzo mógł
działać na naszą niekorzyść? Czy kiedykolwiek dostaliśmy od losu dowód, że to
może skończyć się dobrze? Czy gdybyśmy spotkali się innego dnia, o innym
czasie, to wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej? Nie. To nie miało żadnego
znaczenia.
Bo jestem pewna, że gdybym dostała
tysiąc kolejnych szans, żeby poznać go od nowa i od nowa zakochać się w nim do
szaleństwa, nie zmieniłabym żadnej swojej decyzji i za każdym razem
postąpiłabym tak samo.
Byłam głupia. Psychiczna, szalona,
nienormalna, ale przede wszystkim głupia. Tak po prostu.
OMG!!!!
OdpowiedzUsuńwow. na razie jestem tyle w stanie z siebie wyrzucić.
OdpowiedzUsuńTrochę chaosu. Ale nie masz pojęcia jak bardzo prosto w serce trafia to powyżej. Szczególnie jeśli pomyślę o tym co właśnie dzieje się w moim życiu.
OdpowiedzUsuńMAMO!!!!!!
OdpowiedzUsuńJa tu wroce dzis wieczorem <3
yummy
No, wiadomo jak u mnie z wieczorami. Przede wszystkim: kto to? Czy wciąż zostajemy w siatkarskim kręgu, czy może piłkarz, albo ktoś zwykły dla nas, a niezwykły dla bohaterki? Przyszedł mi na myśl Winiar, bo jak o oczach, to tylko Winiar, ale - przyznaje się bez bicia i googlowania - nie pamietam czy Winiar miał niebieskie oczy, bo nigdy jego wielka fanka nie byłam. I ta miłość - ta o której warto pisać, do której tęsknimy i o której marzymy. Porywy serca, dramaty - nikt nie lubi monotonii. Cieszę się, ze coś piszesz, bo Twoje zawsze bardzo dobrze się czyta ♥️ Czekam na więcej. Twoja Yummy.
Usuń