niedziela, 8 lipca 2018

[v] spadam za szybko [0]

[prolog]

Sądzę, że już od samego początku wiedziałam, że nigdy nie będę potrafiła przejść obok niego obojętnie. Sądzę, że gdy tylko zobaczyłam go po raz pierwszy, mój organizm rozpoznał w nim kogoś naprawdę bliskiego i bez żadnego przyzwolenia postanowił się od niego uzależnić. Sądzę, że niezależnie od tego jaką ścieżką bym podążyła i jaką decyzję podjęła, no i tak skończyłabym w tym samym miejscu, w którym obecnie się znajduję. Sądzę, że po prostu ciążyło nade mną fatum, które bacznie kontrolowało czy moje przeznaczenie się spełnia, a ja w żaden sposób nie mogłam się przed nim schronić. Sądzę, że został stworzony właśnie po to by w sobie rozkochiwać, by uzależniać drugiego człowieka od swojej obecności i doprowadzać go do skraju wytrzymania.
Sądzę, że po prostu był ideałem. Jego piękne, błękitne tęczówki krzyczały do mnie głośno i wyraźnie tak, to właśnie ja stanę się twoją obsesją, a ja zagłuszałam te dźwięki głośną muzyką i wyjaśnieniami, że takie przypadki się nie zdarzają, że w spojrzeniu tak naprawdę nie da się zakochać. Miał niesamowite brązowe włosy, które delikatnie powiewały na wietrze w wszystkie strony i wciąż wyglądały jakby dopiero co uczesał je grzebieniem i kilkanaście minut starannie modelował. Jego uśmiech zarażał. Sprawiał, że czułam się lepszym człowiekiem, uwodził i jednocześnie wyznaczał dystans. Był pełen sprzeczności, a kobiety uwielbiają sprzeczności. Uwielbiają tajemniczość, zadziorność i mężczyzn zbudowanych z tysięcy niepasujących do siebie elementów, które razem tworzą jednostki wyjątkowe.
Sądzę, że właśnie taka miłość zawsze była mi pisana: miłość przepełniona tajemniczością, cierpieniem, ale i radością; miłość pobudzająca każdą cząsteczkę ciała, uzależniająca jak najsilniejsze na świecie narkotyki. Miłość piękna, ale jednocześnie niedoskonała, pełna pęknięć i skaz, których nawet ideały nie potrafiły zatuszować. Miłość zapalająca tysiące iskierek nadziei, że razem mogliśmy osiągnąć wszystko. Dotknąć gwiazd, burzyć mury. Miłość, która nie dawała o sobie zapomnieć nawet na kilkanaście minut dziennie, prześladuje cię w każdej sekundzie życia. I nie maleje. Nigdy nie traci na sile, chociaż pragniemy tego z całego serca. Spotykamy na swojej drodze ludzi, którzy dają nam wszystko, co najlepsze. Ale my wciąż pragniemy tylko chwili uwagi od tej jednej jedynej jednostki. I nic nie jest w stanie jej zastąpić.
Przez całe życie zastanawiałam się jak to jest, że rzeczy najbardziej zakazane pociągają nas najmocniej. Dlaczego kiedy rozum krzyczy nie, nasze serce nie jest zdolne przejść obok czegoś obojętnie i nigdy nie tym nie zainteresować? Dlaczego angażujemy się w podłe i beznadziejne historie, skoro doskonale zdajemy sobie sprawę, że to nie może się udać? Nie ma racji bytu. Nie może istnieć w świecie. Że pojawia się tylko po to, żeby zranić i zniknąć.
Przez całe życie zastanawiałam się czy i dlaczego mogłoby się nam udać. Czy fakt, że pokochałam zbyt bardzo mógł działać na naszą niekorzyść? Czy kiedykolwiek dostaliśmy od losu dowód, że to może skończyć się dobrze? Czy gdybyśmy spotkali się innego dnia, o innym czasie, to wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej? Nie. To nie miało żadnego znaczenia.
Bo jestem pewna, że gdybym dostała tysiąc kolejnych szans, żeby poznać go od nowa i od nowa zakochać się w nim do szaleństwa, nie zmieniłabym żadnej swojej decyzji i za każdym razem postąpiłabym tak samo.
Byłam głupia. Psychiczna, szalona, nienormalna, ale przede wszystkim głupia. Tak po prostu.

5 komentarzy:

  1. wow. na razie jestem tyle w stanie z siebie wyrzucić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trochę chaosu. Ale nie masz pojęcia jak bardzo prosto w serce trafia to powyżej. Szczególnie jeśli pomyślę o tym co właśnie dzieje się w moim życiu.

    OdpowiedzUsuń
  3. MAMO!!!!!!
    Ja tu wroce dzis wieczorem <3

    yummy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, wiadomo jak u mnie z wieczorami. Przede wszystkim: kto to? Czy wciąż zostajemy w siatkarskim kręgu, czy może piłkarz, albo ktoś zwykły dla nas, a niezwykły dla bohaterki? Przyszedł mi na myśl Winiar, bo jak o oczach, to tylko Winiar, ale - przyznaje się bez bicia i googlowania - nie pamietam czy Winiar miał niebieskie oczy, bo nigdy jego wielka fanka nie byłam. I ta miłość - ta o której warto pisać, do której tęsknimy i o której marzymy. Porywy serca, dramaty - nikt nie lubi monotonii. Cieszę się, ze coś piszesz, bo Twoje zawsze bardzo dobrze się czyta ♥️ Czekam na więcej. Twoja Yummy.

      Usuń