[rozdział czwarty - by pozostać w grze]
Życie to ciągła gra, o tak. Od małego jesteśmy zmuszeni do walki. Tak każe nam świat i zjawiska, które pozwalają mu funkcjonować i istnieć. W piaskownicy realizujemy o jak najlepszą łopatkę, w zimie o jak największego bałwana, w święta o najlepszy prezent pod choinkę. Później idziemy do szkoły, poznajemy nowe otoczenie, miejsce, ludzi i znów zaczyna się nasza walka - o najlepsze miejsce w klasie, najszczerszych i najzabawniejszych znajomych. Zaczynają się dla nas liczyć również stopnie, nagrody, które za nie otrzymujemy, czerwone paski, stypendia, jak najwyższe wyniki z testów i egzaminu dojrzałości. Rywalizujemy z innymi o dostanie się na jak najlepszą uczelnie, spełnienie naszych marzeń, zrealizowanie planu na życie. To naturalny proces. Tak stworzony został świat. Żeby wygrywać musisz walczyć i albo wygrasz, albo polegniesz i będziesz musiał podnieść się po porażce. Życie to gra i właściwie nieważne ile razy przegrasz, ważne ile razy się podniesiesz i znów rozpoczniesz walkę, ile razy będziesz próbować, ile razy będziesz chciał zmienić coś w sobie, spróbować innych opcji, znaleźć inne rozwiązanie. Bo ta właściwa i sprawiedliwa walka nas rozwija, sprawia, że chcemy stać się lepszym człowiekiem, doskonalić się. Nie dążymy do celu po trupach, szanujemy drugiego człowieka. Sztuką jest nie odpuścić i nie wybarć łatwiejszej trasy. Sztukną jest rywalizować fair z mocniejszym przeciwnikiem.
/
/
Olaf mnie uwielbiał, a ja uwielbiałam Olafa. Nasza współpraca układała się świetnie. Dzieliliśmy się swoją wiedzą i czerpaliśmy z wspólnej pracy ogromne zyski. Ja przekazywałam mu wszystko, czego zdążyłam się nauczyć przez dwa lata pracy we Włoszech, on tłumaczył tajemnice, które poznał w ciągu całej swojej kariery. Przedstawiał siatkówkę z zupełnie innej strony, mówił jak pasjonat, który wypełnia nią życie w każdym, nawet najdrobniejszym calu. Ten człowiek był totalnym świrem i zdecydowanie jednym z głównych elementów, który pomógł Skrze wznieść się na wyżyny, co umożliwoło jej rywalizacje z najlepszymi. A przede wszystkim był świetnym kumplem. I nieważna była wieku - jemu mogłam powiedzieć o wszystkim. Miałam tam swojego druha.
W Bełchatowie czas płynął szybko, mimo że miasto zdawało się żyć swoim własnym, niezwykle wolnym tempem. Liście powoli zaczęły zasypywać chodniki i aleje w parku, a ulice zdobiły ogromne kałuże. Zbliżała się jesień, temperatura spadała, a w mieście dało się wyczuć, że ludzie zaczęli palić w kominkach. Ponadto spędzali czas pijąc gorącą herbatkę, leżąc pod cieplutkim kocem i oglądali swoje ulubione seriale. Świat powoli zasypiał, dni stawały się coraz krótsze. Czas uciekał jak oszalały, a ja przez cały tydzień pobytu w tym mieście nie miałam ani chwili odpoczynku. Moja lodówka świeciła pustkami, walizki walały się na podłodze w całym mieszkaniu, a żarówka w salonie skończyła swój żywot, dlatego omijałam to pomieszczenie szerokim łukiem.
Jednak tamtego dnia nadszedł poniedziałek. I pierwszy trening zespołu w komplecie.
Od rana chodziłam podenerwowana, mimo że nie miałam żadnego konkretnego powodu. Wszystkie polecenia i zadania wykonywałam perfekcyjnie, przestrzegałam każdej ze swoich zasad i nie łamałam postanowień. Jednak odkąd tylko otworzyłam oczy, towarzyszyło mi nieznośne uczucie, że coś się wydarzy. A przekonałam się o tym dokładnie o 18:15 czasu lokalnego. Michał Winiarski stał na środku parkingu i nonszalancko opierał się o mój świeżo umyty i wciąż świecący czystością samochód. Miał wilgotne włosy, żuł gumę i uśmiechał się do telefonu.
-Czego? - Nie siliłam sie na grzeczność. Chciałam być twarda, nieustępliwa i miałam ochotę uderzyć go kilkukrotnie za to, że od dokładnie trzech dni nie spuszczał ze mnie wzroku ani na sekundę, mimo że profesjonalizm tego od niego wymagał. Jego postawa na treningach prezentowała się fatalnie i jedynym powodem był fakt, że w hali interesowało go dosłownie wszystko prócz boiska i piłki. Czy tak zachowywał się poważny gracz? Nie. A ja chciałam pracować tylko z takimi. Wyminęłam go, wrzuciłam torbę do bagażnika i trzasnęłam mocno drzwiami, próbując zwrócić jego uwagę. Poskutkowało. Obrócił się w moim kierunku i schował komórkę do kieszeni. Następnie spojrzał na mnie i uśmiechnął się promiennie.
-Czy ty masz pojęcie jak trudno się do ciebie dostać, nie wzbudzając jednocześnie uwagi połowy klubu? To niewiarygodne. - Podszedł i złapał między palce kosmyk moich kasztanowych włosów, którymi zaczął się bawić. - A ja bardzo chciałem się do ciebie dostać.
-Po co?
-Mamy wspólną przeszłość.
-Masz na myśl jedną pijacką noc i kilkanaście zamienionych zdań? - Parsknęłam i uderzyłam jego dłoń, sprawiając, że przestał mnie dotykać. - Nie rozśmieszaj mnie. - Przez parking przetoczył się mój głośny śmiech, który ucichł, kiedy usiadłam za kierownicą i przekręciłam kluczyk w stacyjce. Poprawiłam włosy, rozpięłam trzy guziki w kurtce i już miałam ruszać, kiedy miejsce pasażera zajął Michał. Tego było już naprawdę za wiele. Wzięłam głęboki oddech, stłumiłam wiązankę przekleństw, która pojawiła się w mojej głowie i zastukałam paznokciami w kierownice. Tylko spokój mógł mnie uratować.
-Co ty sobie wyobrażasz?! - Krzyknęłam.
-Pragnę cię.
Michał miał wiele wad. Znałam go zaledwie kilka dni, a to było nasze drugie spotkanie, ale bez problemu mogłam powiedzieć, że miał naprawdę wiele wad. Był arogancki, zdecydowanie zbyt pewny siebie, nie obchodziło go zdanie innych ludzi, interesował go czubek własnego nosa i mogłabym wymieniać tak jeszcze do jutra, ale w tym ogromnym zbiorze jego minusów, Michał miał też dużo zalet. Był przystojny, szarmancki, ale przede wszystkim zawsze mówił wprost o co mu chodzi. Zawsze stawiał sprawę jasno. I nawet najbardziej absurdalne, i nie na miejscu rzeczy traktował jako coś normalnego i przekazywał je jakby informował jaka następnego dnia będzie pogoda. Dla niego nie istniały żadne granice i tematy tabu. W dodatku mnie pragnął.
-Nie prześpie się z tobą. - Ruszyłam i w zupełności skupiłam się na drodze. Nie ochodziły mnie jego reakcje, albo po prostu starałam się je ignorować. Nie wiem.
-Dlaczego?
-Pytasz serio? - To pytanie miało być retoryczne, ale gdy tylko na niego spojrzałam i odczytałam co przedstawia jego twarz, zwątpiłam. - Nie mam zamiaru robić kariery przez łóżko.
-Jakoś wcześniej ci to nie przeszkadzało. - Zironizował. - A poza tym, nie musimy robić tego w łóżku. Mamy podłogę, kanapę, stół, blat, pralkę...
-Stop! - Krzyknęłam i gwałtownie zahamowałam na parkingu przed Biedronką. To najbliższy market, króry znajdowł się obok Energii, a nie mogłam pozwolić sobie na przebywanie chociaż sekundy dłużej w jednym samochodzie z tym napalonym ignorantem. Trzasnęłam drzwiami, w myślach przepraszając mój skarb, że tak bardzo go krzywdzę i ruszyłam pędem w kierunku sklepu. Niestety Michał podążał tuż za mną. W nagrodę za dobre sprawowanie wsadziłam mu w ręce koszyk, który kazałam bez żadnych protestów pchać i udałam się na zakupy. Tak się przypadkiem złożyło, że w domu nie miałam absolutnie niczego, więc prywatny tragarz mógł mi się przydać. Pakowałam do niego praktycznie każdy produkt, który mógł mi pomóc w zagospodarowaniu mieszkania, a Winiarski bez zbędnych komentarzy pchał coraz cięższy wózek i pisał coś na telefonie. Cieszyłam się błogą ciszą aż doszliśmy do działu z chemią. Wtedy Michał nie wytrzymał, wyciągnął z koszyka paczkę tamponów i stuknął mnie nimi w ramię. Odwróciłam się w jego stronę z mordem w oczach i drugi już raz tamtego dnia warknęłam:
-Czego?
-To nie będziemy mieć jednak tych dzieci? - Pomachał mi przed oczami owym opakowaniem i zrobił przygnębioną minę.
-Kpisz czy o drogę pytasz? - Nie czekałam na odpowiedź tylko rzuciłam w jego kierunku chusteczkami do czyszczenia kuchni i ruszyłam dalej. Czy on nigdy nie przestawał?
-Tak. Najłatwiej się odwrócić, schować głowę w piasek i uciec od poważnej rozmowy. - Mówił do moich pleców. - Ranisz moje uczucia, rozumiesz? Ja zaplanowałem im już przyszłość. Ustaliłem, które wyślemy na studia. Mogłaś mi powiedzieć zanim się w ogóle w ten temat zaangażowałem.
-Przestań. - Wywróciłam oczami, nie mogąc znieść już dłużej tej paplaniny, zatrzymałam się i zignorowałam fakt, że ten idiota wjechał mi koszykiem prosto w plecy. Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam na niego z mordem w oczach. Gdybym tylko potrafiła zabijać, leżałby wtedy na płytkach i sprzątał kurz z podłogi, a siatkarski świat opłakiwałby swojego sportowego bożyszcza. Jednak nie miałam takich mocy. I było mi z tego powodu cholernie przykro. - Przestań, błagam cię, przestań. Daj mi chociaż jeden dzień wolnego od tych twoich bredni.
Zadziałalo. Dziesięć minut później staliśmy przy kasie, wypakowywaliśmy zakupy na ladę i próbowaliśmy oszacować ile torb muszę kupić, żeby wszystko zapakować. Kolejka ciągnęła się niemiłosiernie, minuty mijały, a w tle słychać było najnowszą piosenkę Rihanny, której szczerze nienawidzę. Miła pani zaczęła skanować produkty, a ja ponownie wkładałam je do koszyka, żeby przyśpieszyć cały proces. Nagle tuż za moim tragarzem dostrzegłam faceta, który dokładnie cztery dni wcześniej proponował mi kawę w knajpie na rynku. Wymieniliśmy się uśmiechami, życzliwym cześć i informacjami czy placki, które kupiliśmy, ale nie mieliśmy okazji zjeść wspólnie, były dobre. Wszystko toczyło się dobrze, sterta z zakupami się zmniejszała, aż Michał nie wytrzymał, bo przecież jego natura nie pozwalała mu stać tak bezczynnie. Pomachał mi więc przed oczami paczką prezerwatyw, a sklepowy gwar stał się jedynie tłem dla słów: Kochanie, zapomnieliśmy o najważniejszym.
Michał Winiarski zawsze rezerwował ostatnie zdanie dla siebie. To on musiał stawiać kroplę nad i, wyprzedzać wszystkich o mile i spijać szampana za zwycięstwa w jego prywatnych konkursach bez zasad. Mysicie o tym pamiętać. On nigdy nie przegrywał. Nigdy.
O chryste Winiarski xD
OdpowiedzUsuńCzytajac koncowke zastanowilam sie jak ja bym zareagowala jesli ktos przede mna odwalilby w biedrze taką akcje z prezerwatywami... pewnie wyszlabym bez zaplacenia duszac sie ze smiechu, ehhh
OdpowiedzUsuńLubie forme tych rozdzialow. Najpierw srogie przemyslenia, by pozniej przejsc do opisu konkretnych wydarzen, ktore zawsze odnosza sie do tego poczatku.
OdpowiedzUsuńLubie jej zadriorne podejscie do Michala, lubie Michala-cwaniaka. Michal zdobywca tez jest niczego sobie, wiec pozostaje czekac, czy i tym razem Michal na pewno wszystko zdobedzie, a moze jednak zycie choc raz utrze mu nosa?
yummy