[rozdział dziesiąty - łzy kiedyś wyblakną]
Dokładnie trzy dni po pogrzebie
przyjaciela siedzieliśmy przy rodzinnym stole przy wspólnej kolacji z rodzicami
i Łukaszem, a na mojej twarzy pierwszy raz od dłuższego czasu pojawił się
uśmiech. Delikatny, może ledwo zauważalny, ale ja sama wyraźnie go czułam, a to
sprawiało, że cieszyłam się jak dziecko. Świadomość, że w tej smutnej
rzeczywistości, pogrążonej w zupełnym mroku są jeszcze jakieś powody do radości
podnosiła mnie na duchu. Przeżułam kawałek soczystej pieczeni autorstwa mojej
mamy i powróciłam do słuchania rozmów, które towarzyszyły wspólnemu posiłkowi.
W ciągu piętnastu minut zdążyliśmy przeanalizować całą historię przygotowań
reprezentacji kraju do najważniejszego turnieju w czteroleciu, rozpatrzeć
wszystkie plusy i minusy określonego toku treningowego oraz ocenić czy
zwolnienie Raula z funkcji trenera reprezentacji kraju było słuszne. Od
dłuższego czasu całe środowisko siatkarskie czuło w kościach, że to tylko
kwestia czasu, jednak nikt nie potrafił przyswoić do świadomości myśli, że tego
pozytywnego skrzata już z nami w Polsce nie będzie. Doskonale wiedzieliśmy jaką
wartość ten człowiek stanowił dla Łukasza, więc pomieszczenie wypełnił dziwny
żal i przygnębienie, gdy tylko zaczęliśmy owy temat. Do Raula można było mieć
tysiące pretensji – zaczynając od niesłuchania zawodników, gdy ci dawali
znaki, że dzieje się źle; pogrzebania naszych szans na medal olimpijski aż w
końcu kończąc na nieco butnym zachowaniu po powrocie z Pekinu – ale jednak to
dzięki niemu polska siatkówka zaczęła się liczyć na arenie międzynarodowej. To
on dał nam medal. Po latach posuchy doprowadził drużynę do upragnionego krążka.
To on pozwolił marzyć siatkarzom i kibicom o wielkich sukcesach, to on
rozbudził w nas wszelkie nadzieje. I nieważne, że później sam je zaprzepaścił.
To on wycisnął z mojego brata jak najwięcej, pokazał mu, że może być jednym z
najlepszych środkowych na świecie, że może być wielki. Byłam mu za to ogromnie
wdzięczna i darzyłam wielkim szacunkiem. Raul sam był wielki.
-Ciekawe
kto go zastąpi. – Oderwałam się od swoich myśli i spojrzałam na głowę naszej
rodziny, przyswajając do wiadomości wypowiedziane słowa. Kawałek mięsa stanął
mi w przełyku, powodując, że miałam ochotę zwrócić zawartość żołądka.
Skrzywiłam się nieznacznie i na chwilę spuściłam wzrok. Mogłam powiedzieć czy
powinnam milczeć? Mimo wszelkich wątpliwości postanowiłam podzielić się swoją
wiedzą. – Czy to będzie Polak, czy znów obcokrajowiec. Kto wie, co tym z pzps-u
siedzi w głowach.
-To
będzie Daniel. - Wyrzuciłam z siebie na tyle głośno by wszyscy mogli mnie
usłyszeć i spuściłam wzrok. W pomieszczeniu zapanowała cisza. Bez trudu
usłyszeć mogłam jak szybko biło moje serce, które nagle postanowiło
przepompować dwa razy większą ilość krwi niż normalnie. Nie chciałam wypowiadać
tych słów na głos. Nie chciałam, żeby okazały się prawdą. - To będzie
Castellani.
Powtarzałam
te słowa w swojej głowie jeszcze kilkanaście razy, za każdym razem z coraz
większą goryczą. To nie było tak, że nie cieszyłam się z jego sukcesu albo po
prostu mu go nie gratulowałam. Byłam dumna, że człowiek, który zdecydował się
pozyskać mnie do swojego sztabu miał zostać trenerem reprezentacji kraju,
jednak czułam żal i najzwyczajniej w świecie się bałam. Nie zgodziłam się na
kilkuletni kontrakt. Chciałam najpierw się wykazać i zasłużyć na to by zostać w
Bełchatowie dłużej, a w razie niepowodzeń lub po prostu braku aklimatyzacji
wyjechać bez sprawiania większych kłopotów. Lubiłam wolność i świadomość, że
nic nie trzyma mnie w jednym miejscu dłużej niż sama tego chciałam. W Skrze
jednak poczułam się rewelacyjnie, jak w drugiej rodzinie. Bałam się, że do
końca sezonu zdążę się zadomowić na tyle by chcieć zostać, ale nie dostanę na
to szansy. Istniało ogromne prawdopodobieństwo, że nowy trener zmieni sztab lub
będzie uprzedzony do współpracy z kobietą i najzwyczajniej w świecie zakończy
naszą współpracę bez żadnych konsekwencji. Cholera, czułam, że mogę żałować tej
decyzji, dlatego ceniłam chwile, gdy mogłam wyrzucać ze świadomości ten drobny
szczegół.
-To
tajemnica. Ogromna. Prawdopodobnie jeszcze długo nie ogłoszą jej oficjalnie,
ale to będzie Daniel.
-Znowu
Argentyńczyk. - Zauważyła błyskotliwe mama.
-Wybierają
człowieka bez doświadczenia? - Niedowierzał mój ojciec.
-Coś
tam ze Skrą ugrał. - Wtrącił Łukasz. - Nie jest zielony, poradzi sobie.
W
pomieszczeniu znów zapanowało milczenie. Każdy próbował przyswoić rewelacje,
które im zafundowałam oraz przeżuwał pyszne danie. Co jakiś czas wymienialiśmy
się spojrzeniami, ale szybko urywaliśmy kontakt wzrokowy. Z każdą kolejną
sekundą moja irytacja rosła i wydaje się jasne, że w końcu musiałam pęknąć.
Przełknęłam ostatni kawałek ziemniaka, wytarłam usta serwetką w kurczaki,
odłożyłam z głośnym brzdękiem sztućce, aż wreszcie przemówiłam.
-Mam
tego dosyć. Dosyć. - Ostatni wyraz przeliterowałam. Wszyscy spojrzeli na mnie z
wyraźnym zainteresowaniem i czekali na kontynuacje. - Jesteśmy żałośni.
Sztuczni. Kadziewicze tak się nie zachowują. Kadziewicze śmieją się ze swoich
wad, dogryzają sobie na każdym kroku i śmieją z wpadek innych. I albo za pięć
minut wszystko wróci do normy, albo biorę samochód i wracam do
Bełchatowa.
Odetchnęłam
z ulgą, uśmiechnęłam się dumna z siebie i uniosłam brwi w oczekiwaniu na
jakąkolwiek reakcje. Łukasz, który siedział naprzeciwko mnie, wyszczerzył się
jak szczerbaty do sera, Bożena klasnęła donośnie i zaczęła zbierać brudne
naczynia, a Czesław zatarł szczęśliwy ręce i całe swoje zachowanie podsumował
słowami:
-To
ja zadzwonię po Mariana! Przepyszny bimberek mi ostatnio wyszedł.
I
tanecznym krokiem oddalił się w kierunku barku. Obudziłam potwora. Zdecydowanie
obudziłam potwora.
/
Wujek Marian, najlepszy kumpel
mojego ojca, półleżał na kanapie już mocno wstawiony, a Czesław co chwilę
wtórował mu śmiechem. Bożenka natomiast, cała zaczerwieniona, siedziała z
ciocią Grażyną na fotelach i razem komplementowały nowe meble, które rodzice
kupili sobie w celu odnowienia najważniejszego pokoju w całym domu. Spojrzałam
na swoją najlepszą przyjaciółkę Karolinę lekko zamroczonym już wzrokiem i dyskretnie
zasygnalizowałam jej, że się zwijamy. Dziewczyna jak za machnięciem
czarodziejskiej różdżki momentalnie się ożywiła i pokiwała twierdząco głową.
Mając niemą zgodę na opuszczenie miejsca alkoholowej rozpusty mojej rodziny,
wstałam i pociągnęłam ją za rękę w stronę tarasu. Po drodze wyciągnęłam z barku
butelkę białego wina, które stało najbliżej drzwiczek, po czym wyszłam
zakosztować świeżego powietrza.
Nie
można powiedzieć, że byłam już pijana, ale zdecydowanie nie należałam do osób
trzeźwych. Mój umysł był już lekko zamroczony, ruchy natomiast spowolnione.
Uśmiech nie schodził mi z ust, miałam rewelacyjny humor. Nie wypiliśmy jednak
dużo - ledwie kilkanaście kieliszków. To musiało potwierdzać jedno - bimberek
mojego ojca może i rzeczywiście był pyszny, jednak stężenie alkoholu w nim na
pewno przekraczało standardowe normy.
Karolina
usiadła na jednym z wiklinowych krzeseł i owinęła się grubym kocem, który leżał
obok. Ja postąpiłam identycznie. Noce nie były już ciepłe - wręcz przeciwnie -
miałam wątpliwości czy jesteśmy w stanie wysiedzieć tam długo.
-O
matko! Ale tęskniłam za tym klimatem. – Rozmarzyła się moja przyjaciółka. – Mam
nadzieję, że skoro panna Kadziewicz mieszka teraz w Polsce, takie
dni zdarzać się będą częściej.
-Będę
przyjeżdżać kiedy tylko się da. – Posłałam jej swój firmowy uśmiech. –
Bełchatów jednak nie znajduje się na końcu świata. Liczę na częste odwiedziny.
Otworzyłam
wino korkociągiem, który również ukradłam z alkoholowej świątyni Czesława i
rzuciłam korkiem w ciemną noc, fundując sobie jednocześnie wycieczkę w zroszoną
trawę w celu znalezienia go. Nie musiałam tego robić jednak od dziecka miałam
wrodzoną obsesje na punkcie dbania o środowisko i nawet promile alkoholu we
krwi nie potrafiły mnie przed tym powstrzymać. Pociągnęłam duży łyk
półsłodkiego wina i podałam butelkę Karolinie.
-Przespałam
się z Łukaszem. – Powiedziała dość twardym tonem i przyssała się do szyjki.
Patrzyłam na nią jak na kosmitkę, czekając aż skończy pić i rozwinie swoją
myśl. Próbowałam jednocześnie pozbierać swoją szczękę z podłogi. Zamknęłam więc
usta i przełknęłam ślinę, wciąż niedowierzając w słowa, które kilka sekund
padły.
Łukasz
i Karolina? Mój brat i moja najlepsza przyjaciółka? Moja najlepsza
przyjaciółka, która nigdy nie wykonała żadnego ruchu w kierunku mojego brata,
który traktował ją jak drugą siostrę i mój brat, który nigdy jawnie jej nie
podrywał? Miałam wrażenie, że ktoś po prostu sobie ze mnie kpi. Czy to nie
podchodziło pod kazirodztwo? Przecież oni znali się od kołyski!
-Co?
Kiedy? Jak do tego doszło? – Zarzuciłam ją pytaniami i zabrałam z rąk do połowy
opróżnioną butelkę. Mózg nie pozwalał mi w tej sytuacji odstawić alkoholu.
-Po
Igrzyskach. Przyjechał do domu, spotkaliśmy się tutaj. Od słowa do słowa
umówiliśmy się na spotkanie, później on odwiózł mnie do domu, zaprosiłam go do
środka i koniec. Poszliśmy do łóżka.
-Na
trzeźwo?
-Ani
kropli.
-A
co było rano?
-Nic.
Kompletnie nic. – Ściszyła głos. – Nie rozmawialiśmy ze sobą, ale oboje
mieliśmy wrażenie, że zniszczyliśmy coś ważnego. To się czuje. A jeżeli nie, to
widzi w spojrzeniu tej drugiej osoby.
Przymknęłam
oczy, wyraźniej czując jak moja głowa faluje. Próbowałam poukładać wszystkie
myśli i wydedukować cokolwiek ze wszystkich rzeczy, które usłyszałam lub
zobaczyłam i ułożyć wszystko w jedną całość. Mój Łukasz lubił bawić się innymi
kobietami i czerpać z życia jak najwięcej, jednak zawsze stawiał wszystkie sprawy
jasno. A przespanie się z najlepszą przyjaciółką zdecydowanie nie wpisywało się
w ten schemat. Czy to mogło mieć dla niego jakiekolwiek znaczenie, czy stał się
po prostu potworem, który nie liczy się nawet z uczuciami najbliższych?
Sprawiło mu przyjemność pogrzebanie własnej przyjaźni i odejście bez słowa
wyjaśnienia? Zachowywanie się jak tchórz? Bo jak inaczej nazwać można było jego
zachowanie jeżeli doda się do tego fakt, że wyplątał się z rodzinnego spotkania
tłumaczeniami, że rano musi wracać do Gdańska i najlepiej będzie jeżeli położy
się już spać? Przecież wtedy nie było nawet dwudziestej!
-Karolina,
tak bardzo mi przykro. Mogłabym cię pocieszać godzinami, ale obie wiemy, że to
nie ma żadnego sensu. Jeżeli liczyłaś, że pomogę ci zrozumieć motywy, którymi
on mógł się kierować, to niestety nie mogę ci pomóc. Ostatnio sama gubię się w
jego zachowaniu. Nie potrafię ogarnąć, co się z nim dzieje. Nic mi nie mówi. W
dodatku udaje, że wie co dla mnie dobre, co chwilę zmieniając zdanie.
-Co
masz na myśli?
-Przespałam
się z Winiarskim. - Dałam jej chwilę na wydanie z siebie zduszonego okrzyku.
Następnie obdarzyła mnie pełnym niedowierzania spojrzeniem i pozwoliła
kontynuować. - W starym mieszkaniu Łukasza. Na początku wcale tego nie
skomentował. Miałam wrażenie, że totalnie nie ma do mnie o to pretensji. Ale
kilka dni temu zrobił mi o to awanturę i ani słowem nie wytłumaczył się
dlaczego wcześniej jego relacja była inna.
Mój
wywód zakończyły pierwsze takty "Not Afraid" Eminema wydobywające się
z telefonu mojej rozmówczyni. Bez trudu mogłam zauważyć, że na ekranie widnieje
wielki napis "Tatko". Roześmiałam się głośno, rozumiejąc, że Pan
Mirosław właśnie zaparkował przed bramą z drugiej strony domu i czekał na swoją
pijaną córkę, więc nasze rozmowy właśnie zostały zakończone. Wstałam z
dotychczas zajmowanego fotela i podeszłam by ją przytulić. Odwzajemniła swój
uścisk i jednocześnie szepnęła mi do ucha, że dokończymy następnego dnia.
Zawtórowałam jej i odprowadziłam do samochodu. Jej ojciec roześmiany pokręcił
głową, gdy tylko dostrzegł stan swojej latorośli i pomachał mi na przywitanie.
Następnie pożegnałam się z częścią rodziny Majów i zatrzasnęłam ciężkie drzwi.
Odetchnęłam od nadmiaru wrażeń. Było dobrze. To był naprawdę fajny dzień. Pierwszy
od dłuższego czasu.
Później
jednak odebrałam wiadomość, która sprawiła, że momentalnie przestałam się
uśmiechać. Jej treść brzmiała: "O
Michałku też jutro porozmawiamy."
Miałam przechlapane. Po co ja w
ogóle o tym wspominałam?
Jaki przepiękny prezent. Ja jednak wrócę do początku i przypomnę sobie całą historię a potem napiszę prządny komentarz. Cieszę się, że jesteś.
OdpowiedzUsuńKadziewicz przespał się z najlepszą przyjaciółką swojej siostry. No jakoś mnie to nie dziwi. HMMM błagam powiedz mi, że 11 dasz szybciej niż za rok. Bo ja naprawdę muszę wiedzieć jak potoczy się rozmowa dziewczyn.
UsuńJeju, nikt nic nie pisze i usucham z tęsknoty, a tutaj takie coś ♥️ To teraz czekam na tą rozmowę o Winiarze 😏
OdpowiedzUsuń