[rozdział trzeci - trzymaj się mocno]
Czasami w życiu jest tak, że musimy stać w miejscu i z godnością obserwować co los przynosi nam w prezencie. Nie mamy wpływu na jego dobroczynność, nie możemy wykonać żadnego kroku i po prostu działać. Jesteśmy bezsilnymi ofiarami. Krzyk jest zbyt słaby, żeby ktoś usłyszał nasze zaprzeczenia, ruchy zbyt niezrozumiałe, żeby doczekać się reakcji czy pomocy. Po prostu przez chwilę jesteśmy zwykłymi marionetkami, które będą zbierać żniwo wszystkiego co się wokół dzieje. Parszywy, przerwotny los. Nic więcej.
Od przeszłości nigdy nie da się uciec. To niezaprzeczalny i niepodważalny fakt. Każdy epizod, każdy nawet najmniejszy drobiazg buduje nas jako człowieka, ale również wpisuje się na nasze prywatne konto i pozostaje tam na zawsze. Wydawać by się mogło, że ludzie, których poznajemy, wymieniamy krótkie uśmiechy, mówimy sobie cześć, mogą zniknąć z naszego życia, gdy uściśniemy im dłoń i szepniemy ciche żegnaj. Czasami rzeczywiście tak się zdarza. Ale nie należy zapominać, że zło nigdy nie śpi, fortuna kołem się toczy, a życie lubi stawiać na naszej drodze ogromne kłody i prowadzić stromą ścieżką pod górę.
/
Od przeszłości nigdy nie da się uciec. To niezaprzeczalny i niepodważalny fakt. Każdy epizod, każdy nawet najmniejszy drobiazg buduje nas jako człowieka, ale również wpisuje się na nasze prywatne konto i pozostaje tam na zawsze. Wydawać by się mogło, że ludzie, których poznajemy, wymieniamy krótkie uśmiechy, mówimy sobie cześć, mogą zniknąć z naszego życia, gdy uściśniemy im dłoń i szepniemy ciche żegnaj. Czasami rzeczywiście tak się zdarza. Ale nie należy zapominać, że zło nigdy nie śpi, fortuna kołem się toczy, a życie lubi stawiać na naszej drodze ogromne kłody i prowadzić stromą ścieżką pod górę.
/
Siedziałam dokładnie na tym samym krześle, na którym wczoraj poznałam Michała, jadłam praktycznie spalony boczek i beznamiętnie żułam kromkę chleba. Mój organizm krzyczał do mnie, że to połączenie najzwyczajniej w świecie mnie zabije, ale dzielnie walczyłam z potrzebą zwrócenia zawartości żołądka do toalety. Wzrok natomiast utkwiłam w jednym z haseł krzyżówkowych, ale totalnie żadna odpowiedź nie przychodziła mi do głowy. Wtedy naprzeciwko mnie usiadł Łukasz, który zasłonił twarz dłońmi i stęknął przeciągle. No tak, jemu z pewnością niebieskooki nie zaproponował swoich magicznych dropsów. Swoje musiał wycierpieć.
-Czy ty przed chwilą wróciłeś? - Zapytałam, przypominając sobie, że kilka minut temu drzwi trzasnęły z hukiem i zakłóciły cały spokój, który zdążył zadomowić sie w mojej czaszce. Pokiwał twierdząco głową. - Gdzie byłeś całą noc?
-W Katowicach.
-Jak to w Katowicach?! - Nie chciałam zareagować głośno, ale gdy tylko skończyłam swoją wypowiedź, musiałam przyłożyć dwa palce do skroni i wziąć głęboki wdech.
-Nie wiem, nie pamiętam. - Szepnął. - Obudziłem się w mieszkaniu jakiegoś obcego kolesia, ale nie chciałem kolejny raz słuchać, co odpierdoliłem po pijaku, więc stamtąd zwiałem zanim ktokolwiek się zorientował. - Przeklęłam w myślach kilkuktolnie, modląc się, żeby nikt ich w nocy nie rozpoznał, a środkowisko siatkarskie nie zyskało kolejnych argumentów na to, żeby znów zwyzywać Kadziewicza od imprezowiczów i alkoholików. Sam zainteresowany jakoś nie przejął się zbytnio swoją sytuacją i wyjadł mi z talerza już ponad połowę tak zwanego bekonu.
-Czy ktoś w ogóle tutaj został?
-Grażynka nie zapakowała ci jakiegoś rosołku w słoiku?
Powiedzieliśmy te kwestie jednocześnie, dlatego zignorowałam jego pytanie i czekałam na informacje czy źle przeszukałam jego zapasy. Spojrzałam na Łukasza z nadzieją, a on uniósł lewą brew, przeanalizował coś dość mozolnie i odpowiedział:
-Nie byłem jeszcze u rodziców. - Spojrzał na mnie podejrzliwie i uważnie obserwował. - Może wybierzesz się ze mną?
Roześmiałam się głośno, czego bardzo szybko pożałowałam. To najlepszy komentarz do jego propozycji.
-Byłam w warmińsko-mazurskim dwa tygodnie i dopiero wróciłam. Nie zaciągniesz mnie tam z powrotem.
Kadziewicz spojrzał na mnie z podziwem i uznaniem jednocześnie, zastanawiając się jakim cudem zdołałam wytrzymać w Olsztynie czternaście dni, kiedy on sam bił się o medale i nie zwariowałam od wysłuchiwania krzyków, że Zagumny źle rozegrał, Kadziewicz trzymał krzywo ręce w bloku, Wlazły jest taki cudowny, a Winiarski jest taki piękny, że wszyscy mężczyźni na tej planecie powinni popaść w kompleksy. Rzeczywiście powinni. Informacja potwierdzona i nie do podważenia. Westchnęłam na samo wspomnienie Igrzysk i skrzywiłam się wbrew własnej woli. Temat tabu.
-Co do Pekinu... Nie masz pojęcia jak mi przykro. - Szepnęłam podłamanym głosem i złapałam go za rękę, którą delikatnie ścisnęłam. Na samo wspomnienie serce mi pękało, więc nawet nie chciałam wiedzieć co czuć musiał on.
-Jestem taki wściekły, taki rozczarowany. To siedzi we mnie na samym wierzchu i boje się, że w pewnym momencie wybychnie. - Urwał, ale wiedziałam, że to dopiero początek jego wypowiedzi. Kiedy zdobywał się na odwagę, żeby wydusić z siebie co czuje, pokazywał już wszystko. A mi zawsze mówił prawdę. Dlatego czekałam na kontynuacje. - Nie wierzę, że Raul mógł popełnić takie błędy, że człowiek, który wcisnął ze mnie wszystko co najlepsze i doprowadził do Wicemistrzostwa Świata jednocześnie nie zauważył, że wszystko idzie nie tak jak powinno i oddala nas od metalu Igrzysk. Czuliśmy się fatalnie, mimo że na boisku nie było tego widać. Zbyt dużą cenę zapłaciłam za mistrzostwa i wiarę w to, że jestem niezniszczalny, zbyt dużą. Jestem wrakiem, muszę odpocząć. Po porażce powiedziałem chłopakom, że zagram w Londynie. Może wytrzymam w kadrze jeszcze rok, dwa, ale nie cztery. Idą lepsi, przyszli lepsi. To były moje ostatnie Igrzyska. A ja nie zablokowałem najważniejszej piłki w czteroleciu, w karierze.
Milczałam. Nie było odpowiednich słów, którymi mogłabym skomentować jego wypowiedź. Żadne zdanie nie było w stanie go przekonać, że może być i będzie lepiej. Wiedziałam, że potrzebował czasu. Musiały upłynąć tygodnie, żeby zrozumiał, że to nie była jego wina i jest coś warty. Był warty, cholernie dużo. Był jednym z najlepszych środkowych na świecie, grał w dwóch najlepszych ligach świata. To coś znaczyło. Nie był przeciętniakiem.
Wstałam i po prostu go przytuliłam. To było potrzebne nam obojgu.
-Pachniesz Miśkiem. - Szepnął w mój obojczyk. - Masz mnóstwo malinek. W przedpokoju leży twój stanik. - Wyliczał i odsunął mnie od siebie, żeby móc nawiązać ze mną kontakt wzrokowy. - A tak naprawdę to spotkałem go na klatce. Chciałem wejść i krzyknąć, że w powietrzu czuć seks i perfumy mojego kumpla, ale wolałem coś pokombinować i cię podręczyć. O matko, ale się dobraliście, serio. Ma beznadziejny charakter i sposób bycia. Dlaczego wy, kobiety, wplątujecie się w tak fatalne sytuacje?
-Bo lubimy czerpać z życia jak najwięcej? A on był nieziemski. Jeżeli wiesz co mam na myśli. - Puściłam do niego oczko, udając rozmarzoną. - Mam nadzieje, że jeszcze kiedyś się spotkamy i zafundujemy sobie kolejną porcję mega orgazmów.
-Stanie się to szybciej niż myślisz.
Czy TO nie zabrzmiało jak groźba?
/
-To już wszystko. - Podsumował i kolejny raz w ciągu niecałych trzydziestu minut zaprezentował mi swój pokrzepiający uśmiech, a ja powoli zaczynałam kodować, że to z pewnością jeden z jego znaków firmowych. Tuż obok znajdowały się niesamowita inteligencja, pasja i roztaczająca się wokół niego aura zaufania. Mogłam słuchać tego człowieka godzinami, bo wiedziałam, że nauczę się od niego naprawdę wiele. Nie mogłam trafić lepiej. Po prostu nie mogłam. - Jakbyś miała pytania, zapraszam. Zostawiam cię pod opieką Olafa.
Bełchatów przywitał mnie słońcem i bezchmurnym niebem. Z powietrza lał się żar i nieważne, że mieliśmy już drugą połowę września. Powietrze było suche, ale nie przypominało tego afrykańskiego. Było po prostu upalnie, ale jednocześnie znośnie i dało się funkcjonować. Bełchatów zachęcał do życia, rozpoczynania nowych etapów w życiu, a liście powoli żółkły i opadały na ziemię. Było naprawdę pięknie. Mieszkanie duże i komfortowe, supermarket znajdował się na osiedlu, a korki praktycznie nie istniały. Zaczynało mi się podobać.
I nawet Olaf nie mógł tego zepsuć.
Mężczyzna o imieniu bałwana ze słynnej Krainy Lodu był niski, miał lekko przyprószone siwizną włosy i patrzył na mnie spod byka, ponieważ chyba mu się nie spodobała opcja, że ma pracować z kobietą, dzielić się z nią informacjami, swoją wiedzą i gabinetem. Co prawda, obydwoje zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że akurat w tym pomieszczeniu będziemy spędzać razem znikomą ilość czasu, ale gość mimo wszystko miał problem, chociaż nie zdążyliśmy zamienić ze sobą jeszcze ani jednego zdania. A podobno w szkołach uczą, że nie powinno się traktować nikogo z góry. Facet ominął te lekcje i wyglądał jakby za chwilę miał mnie zabić. Zagryzłam z nerwów wargę, a wtedy on przemówił. O dziwo głos miał przyjazny i przyjemny.
-Witam, Kornelio!
Popatrzyłam na niego zdziwiona, bo kompletnie zbił mnie z tropu. On mnie wcale nie nienawidził.
-Witam, panie Olafie?
-Mów mi Olaf, przecież będziemy razem pracować. No chodź do mnie i powiedz czego cię nauczyli w tej Italii!
Statystyk Skry złapał mnie pod ramię i zaciągnął do swojego biurka. Kazał usiąść, zrobił malinową herbatę, przygotował ciastka z kawałkami czekolady i oznajmił, że mnie słucha. Odpowiedziałam mu wszystko, co tylko przychodziło mi do głowy. Miałam wrażenie, że gdybym przedstawiła my historię swojego życia, byłby równie bardzo zachwycony i też klasnąłby zadowolony dłońmi. Nie wiem czy gość był taki z natury, czy po prostu coś przyćpał, ale coraz bardziej zaczynało mi się podobać. A ja głupia nie dałam się namówić Danielowi na dwuletnią umowę.
-Chodź, pokaże ci program.
Dziesięć minut później na ekranie Olafowego komputera wyświetlił się skład drużyny, a ja automatycznie wstrzymałam oddech i pokręciłam z niedowierzaniem głową. Wśród zawodników znajdowało się to nazwisko. Los właśnie popijał piwo i do łez śmiał się z nas i żartu, który zdecydowanie mu się udał. To był jednak dopiero początek. O tak, początek. A o tym przekonać miałam się dopiero wkrótce.
Los taki bywa... Aż mi się przypomniało jak siedzimy w biurze i flirtujemy, co dla niego wcale nie jest podrywaniem mnie... A tam u mnie w słuchawkach wpada Wicked Game. O ironio... Lubię to, lubię fakt, że Kadziewicz jest naprawdę dość bliski rzeczywistości. A Michał chociaż w tym rozdziale go nie było jak wyczuwalny narkotyk od którego mogłybyśmy się w sumie wszystkie uzależnić.
OdpowiedzUsuńCzuje potrzebę przyznania się, że zaczęłam pisać tę historię kilka dni po przeczytaniu książki Łukasza. Stawiam go tutaj na równi z Michałem. A jeżeli o nim mowa.. On sam mnie momentami zaskakuje.
UsuńTym ciekawiej
UsuńDwa slowa - mariusz wlazly, niesamowicie mi sie podobaja. Nie no, wszystko mi sie podoba
OdpowiedzUsuńCzuje w kosciach, ze cos nowego sie pojawia... :D
OdpowiedzUsuńSiedze sobie w pracy, malo roboty, to mzyle: wejde. I wchodze, a tu cieplutki rozdzial.
Ostatnio przekonalam sie, ze trzeba uswiadomic sobie, ze w zyciu nie zawsze bedziemy mogli zareagowac, zmienic biegu wydarzen. I nie zawsze dostaniemy odpowiedzi na wszystkie zadane pytania... Nie podoba mi sie to, ale co zrobic.
yummy
Nie wierzę. Wczoraj albo przedwczoraj dostałam maila od bloggera, że jakieś subskrypcje, że mój blog, o którym już dawno zapomniałam, bla bla bla. Z ciekawości kliknęłam w 'stories' i odwiedziłam parę znajomych blogerek. Nie podejrzewałam, że ktoś tu jeszcze jest! Tyle razy myślałam o tym, żeby wrócić choć na chwilę i dać upust swoim emocjom w kolejnym z ckliwych opowiadań, ale wmawiałam sobie, że jestem na to za stara, a poza tym, ludzi z 'moich' czasów już dawno tu nie ma. Myliłam się.
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam te trzy rozdziały i powiem Ci, że chyba nigdy bym nie wpadła na to, że Michał może być TAKI. O Boże, ale jego uroda + TAKI charakter to mieszanka wybuchowa zdecydowanie. Podoba mi się!
Ja także nie wierzę. Straciłam już nadzieje, że kiedykolwiek jeszcze cię tu spotkam. Naprawdę nie masz pojęcia jak bardzo się cieszę, że tutaj 'zbłądziłaś' i dałaś mi o tym znać. Ja zawsze jestem. Nawet gdy mnie nie ma. I zawsze przyjmę wszystko, co tylko napiszesz. Daje słowo. Twoje emocje mają inny, najlepszy wymiar.
Usuń