[rozdział drugi - przyjmę to na siebie]
Później naprawdę wiele razy się zastanawiałam czy już wtedy wiedział - czy wiedział, że się w nim zakocham, czy wiedział, że wyłączę swój rozsądek i bez zastanowienia oddam mu swoje serce, a co gorsza duszę? Czy wiedział, że nie będę potrafiła przejść obok niego obojętnie, oprzeć się jego słowom, gestom, nie będę potrafiła ani na sekundę wyrzucić go ze swoich myśli i normalnie funkcjonować?
Później naprawdę wiele razy się zastanawiałam czy to mógł być przypadek - czy przez przypadek spędziliśmy tamten wieczór razem, znaleźliśmy tyle wspólnych tematów, wypiliśmy akurat tyle alkoholu, że hamulce puściły i pozwoliliśmy sobie na coś więcej? Czy on to wszystko zaplanował, czy rozgryzł mnie na tyle, że bez problemu przewidział każdą moją reakcje i z determinacją dążył do swojego celu? Czy był na tyle pewny siebie, że w grę nie wchodziła żadna porażka i absolutnie nigdy nie rozważał żadnej innej opcji?
Przez pewnien czas myślałam również czy to ja nie bywam przypadkiem w życiu zbyt bardzo naiwna? Czy nie pokładam zbyt dużej nadziei w rzeczach bez przyszłości, nie angażuje się aż za mocno? Dlaczego zawsze daje z siebie sto procent, zamiast zachować jakąś rezerwę by móc inwestować w coś innego?
Dlaczego zło fascynuje nas najbardziej? Wierci w naszych brzuchach ogromną dziurę i każe w określonych sytuacjach porzucić wszystkie zasady i działać, żyć, bawić się, czerpać z życia garściami? I przyjmować na barki każdy tego skutek?
Bo ja miałam wiele do udźwignięcia. Ale na tle innych zawsze wypadałam blado.
/
Kiedy rano otworzyłam oczy, moje spojrzenie spotkało się z jego błękitnymi tęczówkami, których widok zaparł mi dech w płucach. Były jak spokojne morze niezmącone żadną pojedynczą falą, ciche i pogrążone w głębokim śnie. Świeciły jasnym blaskiem i patrzyły na mne uważnie skanując moją twarz. Jakbym była co najmniej jakimś ciekawym okazem w zoo i wymagała ciągłej obserwacji, żeby poznać jego zwyczaje. Nonsens.
W mojej czaszce panował istny chaos. Ból, który ją wypełniał, wzmagał się z każdym najmniejszym mrugnięciem i stawał się nie do zniesienia. Leżałam, próbując przełknąć ślinę i wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk, ale suchość w gardle była nie do zniesienia. Miałam wrażenie, że każdy najmniejszy ruch mnie skrzywdzi i okaleczy. Okropne uczucie.
-Długo się tak na mnie gapisz? - Chciałam, żeby mój głos był mocny i zawierał w sobie chociaż cień groźby, ale ciszę zakłócił jedynie cichy szept połączony z chrupką. Michał parsknął cicho i promienie się uśmiechnął. Nie mam pojęcia co mogło być w tym zabawnego.
-Masz bardzo twardy sen. - Ton jego głosu był natomiast niezwykle pewny siebie - jakby wciąż kontynuował rozmowę z dnia poprzedniego i nie miał za sobą ciężkiej nocy, jakby nie wypił wczoraj ani mililitra wódki, nie śpiewał na głos piosenek Tokio Hotel i nie wydzierał się na całe osiedle, że zostanie Mistrzem Świata. Jakby jego życie dalej płynęło tą samą trasą, a on miał swój prywatny okręt na własność. Miał niezwykłą barwę głosy. Mogło się go słuchać godzinami.
-Mam coś dla ciebie. - Michał usiadł i pochylił się w bliżej nieokreślonym kierunku, ukazując pokryte czerwonymi szramami plecy, a ja wstrzymałam oddech i poczułam jak robi mi się gorąco. Mój umysł zaczęły zalewać wspomnienia poprzedniej nocy, więc powyklinałam się w myślach za wszyskie sprośne rzeczy, które miały miejsce i spróbowałam przybrać obojętny wyraz twarzy. Czy mi się udało? Wątpie. Winiarski pomachał przede mną szklanką do połowy wypełnioną wodą i opakowaniem ibupromu. Czyli to był ten jego genialny sposób na kaca.
-Nie biorę tabletek.
-W nocy mówiłaś co innego.
Jeżeli wcześniej zrobiło mi się gorąco, to teraz mój organizm znajdował się na pustyni w pełni podatny na działanie parzącego słońca i za cholerę nie miał żadnej alternatywy na ucieczkę. A najgorsze było to, że po wnikliwych analizach doszłam do wniosku, że rzeczywiście przeprowadziliśmy w nocy taką rozmowę.
-Tak. - Westchnęłam. - Trafił mi się dziany i naiwny koleś. Grzechem byłoby nie wrobić go w dziecko.
-Więc na pewno ucieszysz się, że w mojej rodzinie popularne są ciąże mnogie.
-Tak, to oznacza podwójne alimenty. Szykuj forsę.
Zignorowałam jego dźwięczny śmiech i uniosłam się delikatnie do góry, żeby zwiększyć widoczność na pokój i zaczęłam rozglądać się po wnętrzu w celu znalezienia frotki do włosów, która dotąd zawsze spoczywała na moim prawym nadgarstku. Wtedy tajemniczo zniknęła, a ja nie miałam żadnego pomysłu w jakich okolicznościach mogło się to wydarzyć.
-Nie wiesz gdzie...
Nie dokończyłam. I to nie dlatego, że mogłam ogłosić sukces w kwestii poszukiwań, zabrakło mi słów czy wymagało to ode mnie zbyt dużego poświęcenia. Nie dokończyłam, ponieważ złapałam w powietrzu dłoń Michała, która zmierzała w moim kierunku i jednocześnie próbowałam trzymać ciasno przy klatce piersiowej kołdrę, która spełniała bardzo ważną funkcję.
-Gdzie z tymi łapami?
-Chciałem cię pomacać.
-Zwariowałeś?
-W nocy ci nie przeszkadzało.
Naprawdę chciałam to skomentować. Na końcu języka gromadziło mi się tysiące odpowiedzi oraz ciętych ripost, ale wszystkie musiałam zachować dla siebie, ponieważ nikt nie nauczył mnie mówić z językiem drugiej osoby w buzi. Nie wiem jak to się wydarzyło ani kiedy, ale Michał napierał na mnie swoimi ustami, dając mi niesamowitą rozkosz i jedyne czego naprawdę pragnęłam to opaść na miękką poduszkę i skupić się jedynie na tym konkretnym wrażeniu. Michał całował obłędnie. Nie był ani delikatny, ani agresywny. Bez żadnego konkretnego wysiłku wkładał w ten gest po połowie z obu tych przymiotników, co idealnie ze sobą współgrało. Nie musiał robić absolutnie nic, żebym mu uległa. Wystarczyło, że połączył nasze wargi i delikatnie sunął dłonią po mojej rozgrzanej skórze. Byłam jego.
W mojej czaszce panował istny chaos. Ból, który ją wypełniał, wzmagał się z każdym najmniejszym mrugnięciem i stawał się nie do zniesienia. Leżałam, próbując przełknąć ślinę i wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk, ale suchość w gardle była nie do zniesienia. Miałam wrażenie, że każdy najmniejszy ruch mnie skrzywdzi i okaleczy. Okropne uczucie.
-Długo się tak na mnie gapisz? - Chciałam, żeby mój głos był mocny i zawierał w sobie chociaż cień groźby, ale ciszę zakłócił jedynie cichy szept połączony z chrupką. Michał parsknął cicho i promienie się uśmiechnął. Nie mam pojęcia co mogło być w tym zabawnego.
-Masz bardzo twardy sen. - Ton jego głosu był natomiast niezwykle pewny siebie - jakby wciąż kontynuował rozmowę z dnia poprzedniego i nie miał za sobą ciężkiej nocy, jakby nie wypił wczoraj ani mililitra wódki, nie śpiewał na głos piosenek Tokio Hotel i nie wydzierał się na całe osiedle, że zostanie Mistrzem Świata. Jakby jego życie dalej płynęło tą samą trasą, a on miał swój prywatny okręt na własność. Miał niezwykłą barwę głosy. Mogło się go słuchać godzinami.
-Mam coś dla ciebie. - Michał usiadł i pochylił się w bliżej nieokreślonym kierunku, ukazując pokryte czerwonymi szramami plecy, a ja wstrzymałam oddech i poczułam jak robi mi się gorąco. Mój umysł zaczęły zalewać wspomnienia poprzedniej nocy, więc powyklinałam się w myślach za wszyskie sprośne rzeczy, które miały miejsce i spróbowałam przybrać obojętny wyraz twarzy. Czy mi się udało? Wątpie. Winiarski pomachał przede mną szklanką do połowy wypełnioną wodą i opakowaniem ibupromu. Czyli to był ten jego genialny sposób na kaca.
-Nie biorę tabletek.
-W nocy mówiłaś co innego.
Jeżeli wcześniej zrobiło mi się gorąco, to teraz mój organizm znajdował się na pustyni w pełni podatny na działanie parzącego słońca i za cholerę nie miał żadnej alternatywy na ucieczkę. A najgorsze było to, że po wnikliwych analizach doszłam do wniosku, że rzeczywiście przeprowadziliśmy w nocy taką rozmowę.
-Tak. - Westchnęłam. - Trafił mi się dziany i naiwny koleś. Grzechem byłoby nie wrobić go w dziecko.
-Więc na pewno ucieszysz się, że w mojej rodzinie popularne są ciąże mnogie.
-Tak, to oznacza podwójne alimenty. Szykuj forsę.
Zignorowałam jego dźwięczny śmiech i uniosłam się delikatnie do góry, żeby zwiększyć widoczność na pokój i zaczęłam rozglądać się po wnętrzu w celu znalezienia frotki do włosów, która dotąd zawsze spoczywała na moim prawym nadgarstku. Wtedy tajemniczo zniknęła, a ja nie miałam żadnego pomysłu w jakich okolicznościach mogło się to wydarzyć.
-Nie wiesz gdzie...
Nie dokończyłam. I to nie dlatego, że mogłam ogłosić sukces w kwestii poszukiwań, zabrakło mi słów czy wymagało to ode mnie zbyt dużego poświęcenia. Nie dokończyłam, ponieważ złapałam w powietrzu dłoń Michała, która zmierzała w moim kierunku i jednocześnie próbowałam trzymać ciasno przy klatce piersiowej kołdrę, która spełniała bardzo ważną funkcję.
-Gdzie z tymi łapami?
-Chciałem cię pomacać.
-Zwariowałeś?
-W nocy ci nie przeszkadzało.
Naprawdę chciałam to skomentować. Na końcu języka gromadziło mi się tysiące odpowiedzi oraz ciętych ripost, ale wszystkie musiałam zachować dla siebie, ponieważ nikt nie nauczył mnie mówić z językiem drugiej osoby w buzi. Nie wiem jak to się wydarzyło ani kiedy, ale Michał napierał na mnie swoimi ustami, dając mi niesamowitą rozkosz i jedyne czego naprawdę pragnęłam to opaść na miękką poduszkę i skupić się jedynie na tym konkretnym wrażeniu. Michał całował obłędnie. Nie był ani delikatny, ani agresywny. Bez żadnego konkretnego wysiłku wkładał w ten gest po połowie z obu tych przymiotników, co idealnie ze sobą współgrało. Nie musiał robić absolutnie nic, żebym mu uległa. Wystarczyło, że połączył nasze wargi i delikatnie sunął dłonią po mojej rozgrzanej skórze. Byłam jego.
/
-Ubieraj się.
Rzuciłam w jego kierunku spodnie, które z pewnością nie należały do mnie, a sama próbowałam wcisnać na nogi wyjątkowo obcisłą parę dżinsów. W powietrzu unosił się nieznośny zapach męskich perfum, a wiatr co jakiś czas zrywał się i rozwiewał firanki. Sytuacja wyglądała beznadziejnie. Naprawdę beznadziejnie.
-Lubię cię taką.
Stuknęłam się w czoło, dając mu znak, że powinien wykonać ten sam gest i napisałam na telefonie ciąg cyfr, których w ciągu ostatnich tygodni zdążyłam nauczyć się na pamięć. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i czekałam. Ten czas dłużył mi się niemiłosiernie.
-Kornelia?
-Tak, dzwonię z informacją, że się spóźnię. Nie wiem ile i czy dużo, ale jestem w drodzę. - Mówiłam i uważnie obserwowałam jak Michał od niechcenia zakłada na siebie bokserki. Miałam ochotę krzyknąć, żeby koniecznie zaprzestał wykonywać tę czynność, ale nie miałam zamiaru wyjść na jakąś napaloną nimfomankę.
-Nie ma cię jeszcze w mieście?
-Nie, ale...
-Nie śpiesz się. Daniel będzie dopiero w nocy. - Moje serce stanęło w miejscu, zeby znów zacząć pracować ze zdwojoną siłą i dostarczać krew do mózgu. Nie zwolnili mnie. To było najważniejsze. Usiadłam na łóżku i odetchnęłam z ulgą.
-Czyli możemy kontynuować nasze igraszki?
-Czy ty myślisz tylko o jednym? - Zapytałam z ironią, chociaż doskonale znałam odpowiedź na swoje pytanie. - Słuchaj, seks był dobry, ale...
-Seks był nieziemski. Nazywamy rzeczy po imieniu. To była najlepsza noc w twoim życiu, nie musisz mnie okłamywać.
-Tak, seks był nieziemski. - Powtórzyłam. - Ale to ten czas, kiedy każdy powinien pójść w swoją stronę i po prostu zapomnieć.
Jego dźwięczny śmiech powoli zaczynał doprowadzać mnie do szału. Był zbyt idealny, naprawdę. Gdybyście mogli tylko wyobrazić sobie ten przepełniony radością, ironią, seksem i pewnością siebie ton, to coś niesamowitego.
-Tak więc żegnaj. Było przyjemnie. - Wyciągnęłam w jego kierunku dłoń i czekałam na reakcje. W głębi duszy natomiast wyklinałam się za idiotyzm i komizm te sytuacji. Michał uścisnął moją rękę i przyciągnął do siebie. Następnie bez skrupułów wpiął się w moje wargi i znów całował bez opamiętania, sprawiając, że mój mózg kodował ten gest niezwykle starannie. To był jego cel. Miałam to zapamiętać na naprawdę długo i wracać do tego wspomnienia za każdym pieprzonym razem. Robił to z premedytacją. Miałam ochotę odepchnąć go na jak największą odległość, a później mocno spoliczkować.
-Było świetnie. Jesteś nieziemska. Na pewno jeszcze kiedyś się spotkamy. No to hej.
I wyszedł. Trzasnął drzwiami. Najpierw jednymi, później drugimi. Michał zniknął. Winiarski zawsze traktował decyzję kobiet z ogromnym szacunkiem. Pieprzony dżentelmen.
Pieprzony dżentelment, uzależniający gorzej od heroiny...prywatny CC. Ciekawy klimat stworzyłaś naprawdę.
OdpowiedzUsuńW co ona się wpakowała? Nie będzie łatwo, Michał zapewne będzie wracał jak bumerang. Mnie jednak interesuje jedna sprawa: czy Michał jest Michałem kawalerem, czy Michałem mężem? Czy ona będzie tylko chwilowa i przelotna w jego życiu, czy na dłużej, na zawsze?
OdpowiedzUsuńDżentelmen <3
OdpowiedzUsuńAdka. Tylko zeby ta mnoga ciąża sie nie sprawdzila hasztagalimenty XDDDDDD
OdpowiedzUsuń