piątek, 26 października 2018

[v] spadam za szybko [8]

[rozdział ósmy - czy ci się uda]

Nie kontrolowałam czasu. Sekundy mijały, zegar wybijał kolejne godziny, a ja siedziałam i patrzyłam na swoje palce, które od kilkunastu minut bawiły się kosmykiem krótkich męskich włosów. Już nie płakałam. Nie miałam czym. Mój oddech się unormował, ale wciąż nie potrafiłam zamknąć oczu i po prostu zasnąć. Zapomnieć chociaż na chwilę o moim osobistym dramacie i udać się do krainy błogiej nieświadomości, gdzie mogłam skakać z baranami i latać wśród chmur. Nie mogłam odpłynąć, chociaż zawsze świetnie radziłam sobie w wodzie.
Zawsze byłam marzycielką. Chodziłam z głową wysoko w chmurach, rozmyślając o wszystkich moich planach i analizowałam jak je zrealizować. Byłam także cholernie uczuciowa. Czytałam mnóstwo książek, które przedstawiały mi historie miłosne, które nie miały żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości i zastanawiałam się co by było gdyby. Nigdy nie potrafiłam zrozumieć dlaczego opowieści skąpane mrokiem, chłodem i strachem pociągały mnie najbardziej. Co takiego kryły w sobie, że czytelnik nie potrafił przejść obok nich obojętnie i sam nie zaczynał marzyć. Śnić o sytuacjach, których tak naprawdę w rzeczywistości nigdy nie chciałby doświadczyć. Bo jakie piękno tkwić może w tragicznych wypadkach, śmierciach bliskich osób, pogrzebach czy miłościach przez które w każdej sekundzie trzeba drżeć o własne uczucia? Więc dlaczego tego pragnęłam najbardziej? Dlaczego zawsze zastanawiałam się jak musi czuć się człowiek po stracie kogoś bliskiego, jak patrzy na świat czy ból, który staje się naprawdę tak przygniatający? Albo dlaczego inni wcale się tym nie przejmują? Przechodzą obok tragedii obojętnie i z dnia na dzień potrafią znów normalnie funkcjonować? W czym tak naprawdę tkwi tajemnica? Dlaczego ludzie są tak popaprani, że nie potrafią marzyć o opcjach otoczonych mniejszym mrokiem i najzwyczajniej w świecie o pójściu na łatwiznę? Dlaczego nie wybierają mniejszego ryzyka?
Nie wiem ile czasu upłynęło, ale kiedy wypruta ze wszystkich emocji i najzwyczajniej w świecie zmęczona, spojrzałam na Michała jego wzrok zadawał mnóstwo pytań i jednocześnie mi współczuł. Nienawidziłam litości i troski, ale nie mogę zaprzeczyć, że ten widok spowodował silne ukłucie w okolicach klatki piersiowej i gorącą falę ciepła, rozlewającą się po moim ciele. On nie udawał. Naprawdę przejął się moim zachowaniem i w sumie całkowicie to rozumiałam. Bo jaka wariatka zaczyna wrzeszczeć jak szalona, płakać i ogólnie świrować w obecności obcego faceta i jeszcze leży na nim kilka godzin, nie dając ani słowa wytłumaczenia i liczy na to, że ktoś nie będzie próbował ich dostać?
Przymknęłam powieki, zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo bolała mnie głowa. Uśmiechnęłam się delikatnie, kiedy na policzkach poczułam ciepłe dłonie, które kciukami przejechały tuż pod moimi oczami by później zagarnąć moje włosy do tyłu. Zrozumiałam, że wyglądam naprawdę koszmarnie, ale w tamtym momencie było mi to w sumie obojętne. Czułam oddech gdzieś na wysokości swojej szyi. Znajdowaliśmy się naprawdę blisko. Jego oczy w mroku były jeszcze ciemniejsze niż na co dzień. Miały odcień ciemnego nieba. Albo morza w czasie sztormu. Nie wiem ile tak siedzieliśmy i nie spuszczaliśmy z siebie wzroku, ale to ja wykonałam pierwszy gest. To był impuls. Chwilowe pragnienie, które od razu znalazło odzwierciedlenie w rzeczywistości. Złączyłam delikatnie nasze wargi by chwilę później pogłębić pocałunek. Nie był on jakoś wybitnie zachłanny. Nie był też intensywny. Mogłabym go raczej opisać słowami: taki, który jest pełen rezerwy i nie zostawia po sobie wstydu, że się spróbowało. Michał odwzajemnił gest, ale kilka sekund później, gdy nasze twarze znów dzielił dystans, spojrzał na mnie w niezrozumieniu i lekkim zdezorientowaniu.
-Pójdziesz ze mną do łóżka? - Szepnęłam z rezerwą w głosie i czekałam. On przymknął powieki, uśmiechnął się i pokręcił przecząco głową.
-Nie. - Parsknęłam śmiechem i spuściłam na chwilę głowę.
-Nie chodziło mi o seks. - Uniósł brwi i zmarszczył czoło, zadając w ten sposób nieme pytanie, więc szybko postanowiłam pośpieszyć mu z tłumaczeniami. - Położyć się. Tylko na chwilę. Później możesz wracać do domu.
-Okej.
-Tak po prostu?
-Tak po prostu. 
Trzy minuty później leżałam na wygodnym materacu w przydługiej koszulce Michała, trzymając głowę na jego torsie i wsłuchiwałam się w regularny rytm bicia jego serca, chociaż najbardziej na świecie nienawidziłam tego robić. Każdej nocy tak długo dobierałam pozycję do spania by nie słyszeć tego irytującego dźwięku, który sygnalizował mi, że wciąż żyje, że czasami zapominałam o co tak właściwie chodzi i po prostu zasypiałam. Teraz wpatrywałam się w niezasłonięty widok na miasto, jeździłam palcem po nagim torsie siatkarza Skry i akceptowałam ten dźwięk. Momentami nawet go analizowałam. Cisza wypełniała pomieszczenie i jedynym szmerem, który ją zakłócał były nasze oddechy. Z każdą sekundą ogarniało mnie coraz większe zmęczenie. Zasypiałam. W końcu.

/

Otworzyłam oczy jakby z automatu i zdezorientowana zaczęłam rozglądać się po pokoju. Wszystko wciąż leżało na swoim miejscu, a ja dałabym sobie rękę uciąć, że obudził mnie jakiś huk albo niespodziewany dźwięk. Pomieszczenie wciąż wypełniał mrok, ale w oknach sąsiedniego bloku zaczynały mienić się pojedyncze strugi światła. Nadchodził świt.
Michał w niezmienionej pozycji leżał obok mnie. Miał lekko rozchylone wargi i zmierzwione włosy. Był niezwykle spokojny, jego snu nie zakłócił żaden odgłos. Prawdopodobnie zaczynałam mieć jakieś urojenia.
Spałam spokojnie, w nocy nie nawiedził mnie żaden koszmar. Przez moją głowę przewijały się jedynie kadry z dzieciństwa, kiedy szczęśliwie i beztrosko bawiliśmy się ze znajomymi w berka albo odbijaliśmy piłkę. Łukasz zawsze wtedy powtarzał, że robimy to źle i obrażał się, kiedy ignorowaliśmy jego rady i nie chcieliśmy w odpowiednim momencie ugiąć nóg w kolanie. Felek natomiast tłumaczył mu, że jesteśmy jeszcze dzieciakami i możemy w niektóre rzeczy wplatać pojedyncze błędy, które nie mają przecież żadnego wpływu na to jak wygląda świat. Później jednak okazało się, że dorastamy, a nasze decyzje nabierają znaczenia. Czyny odgrywają istotną rolę w naszym życiu, a niektórych faktów nie da się ignorować. Później okazało się, że dzieciństwo to najpiękniejszy etap w życiu i nasze błagania o osiągnięcie pełnoletniości były zwykłym marnowaniem czasu.
-Długo się tak na mnie gapisz? - Potrząsnęłam głową, próbując otrzeźwić się z zamyślenia i uśmiechnęłam się, kiedy dotarł do mnie sens tych słów. Michał zacytował dokładnie to samo pytanie, które zadałam mu po naszej pierwszej wspólnie spędzonej nocy. Co prawda oba poranki różniły się od siebie o sto osiemdziesiąt stopni, ale sytuacja wciąż wydawała się zabawna.
-Masz bardzo twardy sen? - Szepnęłam niepewnie, ale pokiwał twierdząco głową. - Zebrało ci się na wspominki?
Niebieskooki roześmiał się głośno, sprawiając, że sama także zaczęłam się trząść.
-To była naprawdę udana noc. Warto ją wspominać.
Zagryzłam wargę i wpatrywałam się w szyby, na których odbijało się pomarańczowe światło słoneczne. Nie odpowiedziałam. Nie wiedziałam zresztą co odpowiedzieć. Masz rację? Zgadzam się z  tobą w stu procentach?
-Powtórzmy ją. - Szepnęłam i odwróciłam twarz w jego kierunku. Michał patrzył na mnie ze zmarszczonym czołem i delikatnie mrużył oczy. Ja natomiast wstrzymywałam powietrze i dokładanie skanowałam jego oblicze. Miał niesamowicie długie rzęsy, ledwo widoczny zarost. Na prawy palec wskazujący nawinął pojedynczy kosmyk moich włosów i delikatnie za niego pociągnął. Uśmiechnęłam się pod nosem, a on przejechał dłonią po moim karku. Przyciągnął mnie do siebie i mocno zaatakował moje wargi. Roześmiałam się przez pocałunek i po prostu oddałam chwili. Uprawialiśmy seks, gdy za oknem świat budził się do życia. Słońce wzeszło. Niewiadomo nawet kiedy. 

/

-Nie możesz mi ulegać. - Powiedziałam pewnie, gdy jeszcze wciąż leżeliśmy obok siebie i próbowaliśmy unormować nierówne oddechy. Wpatrywałam się w biały sufit pomalowany przez siatkarza jakieś trzy tygodnie temu i zaczynałam dostrzegać drobne skazy i niedoskonałości, których wcześniej nie potrafiłam wychwycić. Zacisnęłam zęby, próbując zwalczyć oblicze perfekcjonistki, które budziło się we mnie raz na jakiś czas i spojrzałam na niego z lekką złością. - Nie możesz tak postępować. Nie możesz zgadzać się na każdą moją zachciankę. Musisz mieć swoje zasady, nawet jeżeli ja na moment o swoich zapominam. - Byłam coraz bardziej poirytowana i zła. Na siebie i na niego. 
-Mam swoje zasady, Kornelio. - Jego głos był dziwny. Dotąd mi nieznany. Jakby przepełniony lekką złością, ale też ironią i pewnością siebie. To było najdziwniejsze połączenie z jakim przyszło mi się spotkać. - I kieruję się nimi w każdym momencie swojego życia. I nie zmienią tego żadne prośby czy śmieszne propozycje. A to, że różnią się od twoich, nie jest już moim problemem.
Ucałował kącik moich ust. Wstał. Pozbierał wszystkie swoje rzeczy i ubrał je na siebie w całkowitej ciszy. Następnie opuścił sypialnie, trzasnął drzwiami wyjściowymi. A ja siedziałam w szoku i przełykałam wielką gulę w gardle, tłumacząc sobie, że nie mogę mieć do siebie pretensji o przestrzeganie własnych zasad. Postępowałam dobrze, byłam tego pewna. No bo skąd mogłam wiedzieć, że Michał Winiarski wyszedł z mojego mieszkania z uśmiechem na twarzy?  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz