środa, 26 września 2018

[v] spadam za szybko [6]

[rozdział szósty - dlaczego się przejmuje]

Ile razy w życiu znaleźliście się w sytuacji, że chcieliście komuś po prostu pomóc, a otrzymaliście w zamian jedynie krytykę i pogardę. Jeden? Dwa? A może dziesięć? Dlaczego ludzie chociażby z dobroci serca nie są zdolni by podziękować nam za poświęcony im czas i ruszyć dalej w świat? Dlaczego chociaż na chwilę nie potrafią znaleźć chociaż krzty dobroci i szepnąć jakieś słowo? Bo wydaje mi się, że nawet będąc ogromnym egoistą jesteśmy w stanie czasami unieść się dumą i postąpić jak należy. Zmienić swoje zasady. Trochę je nagiąć. Nie możemy wiecznie odtrącać od siebie ludzi. Rezygnować z ich pomocy, bo sami sobie poradzimy nawet jeżeli sytuacja jest tak zła, że nie jesteśmy w stanie tego zrobić. A jeżeli już to robimy, to musimy pamiętać, że nikt nie jest ulepiony z betonu i każdy ma swoje granice, każdy jest w stanie znieść określoną ilość rzeczy, ale nie wszystko. Jedni są po prostu słabi, inni to najmocniejsze jednostki na całym świecie. Ale zawsze istnieje limit, którego nikt nie jest w stanie przeskoczyć. Umowna linia. Bariera nie do przejścia.

/

Michał nie odzywał się do mnie od dwóch tygodni i powoli zaczynało mnie to już bawić. Człowiek najpierw męczy cię w każdej wolnej chwili swojego życia, a następnie z dnia na dzień sobie odpuszcza i zaczyna traktować cię jak powietrze. A nawet gorzej. Bo tlen jest mu potrzebny do życia. A ty jesteś zbędna i mogłabyś przestać istnieć. To było zabawne, cholernie.
Nie będę oczywiście twierdzić, że jego zaczepki były w jakikolwiek sposób potrzebne mi do życia, ale w przyjemny sposób je urozmaicały i dodawały swoistego kolorytu. Dlatego było mi trochę przykro, kiedy następnego dnia nie złożył mi kolejnej propozycji seksualnej, ale przyjęłam to z godnością i mogłam w stu procentach skupić się na pracy. A do zrobienia miałam naprawdę wiele. Dlaczego? Bo Michał w końcu przypomniał sobie o co chodzi w siatkówce i zaczął grać jak z nut. To nic, że wkładał w swoje ataki zdecydowanie zbyt dużo energii oraz jakoś podejrzanie często jego zagrywki lądowały tuż za bandami reklamowymi, prawie wybijając mi wszystkie myśli z głowy. Zespół powoli stawał się jednością, elementy zaczynały do siebie pasować, a Skra wygrywała mecz za meczem. I odhaczała w grafiku kolejne pozycje, które zostały zaplanowane tuż przed startem sezonu. A jedną z nich była impreza Halloweenowa. Podobno najważniejsze wydarzenie zaraz po finale Ligii Mistrzów, turnieju o Puchar Polski i w sumie grze o złoto Plusligii też.
Bez najmniejszego wysiłku można było zauważyć, że wszyscy powariowali i zachowują się co najmniej oblędnie. Zawodnicy biegali z jednego końca Energii do drugiego, robiąc ankiety, które miały wyeliminować możliwość powtórzenia się jakiegoś stroju, bo przecież dwóch Lordów Voldemortów na kilkunastu metrach kwadratowych to zdecydowanie za dużo. Dlatego poważnie rozważałam opcje czy nie zadzwonić do psychiatryka i nie zarezerwować kilkunastu miejsc na zapas. Bo 31 października wylądowałam w domu Mariusza Wlazłego i jako Wonder Woman popijałam drinka, opierając się o jedną ze ścian. Patrzyłam jak Joker z Hannibalem Lecterem pozowali razem do zdjęć i wysyłali wszystkim na świecie pokój. Dwóch najważniejszych szaleńców w jednym pomieszczeniu. Rozumiecie ironię? Bo ja nie do końca ogarnęłam co tam się działo.
Około dwudziestej pierwszej poznałam Paulinę, która miała genialne poczucie humoru, co jakiś czas krytykowała męża za jego zachowanie i nie tylko była gospodarzem imprezy, ale również naczelnym fotografem. Co prawda sama nie przebrała się za żadną straszną postać, ale jako kobieta, która nosiła pod sercem przyszłość polskiej siatkówki, była po prostu z tego obowiązku zwolniona. Śmiałyśmy się w najlepsze, obgadywałyśmy chłopaków i opróżniałyśmy kolejny już karton soku porzeczkowego, a ja poznawałam historię związku Państwa Wlazłych i czułam się jakbym znała tę kobietę pół swojego życia. Niesamowite uczucie.
-Mariusz oświadczył się w samochodzie? – Krzyknęłam i roześmiałam się najgłośniej jak tylko potrafiłam. Paulina właśnie opowiadała mi jak to atakujący Skry zaplanował romantyczną kolację od a do z, ale w drodze do restauracji zepsuł mu się samochód i spędzili całą noc na poboczu jakiejś rzadko uczęszczanej drogi. I to właśnie tam poprosił ją o rękę. – Po prostu nie wierzę!
-Tak, mój romantyczny mąż wypaćkał się cały w smarze i oleju, a następnie zaczął mnie przepraszać, że to nie tak miało wyglądać, wyciągnął z marynarki pudełeczko i przerażony zapytał czy za niego wyjdę. Miłość jest ślepa.
Może i ta sytuacja była naprawdę mało romantyczna, ale mimo wszystko zawierała w sobie więcej piękna niż jakiekolwiek oświadczyny w eleganckiej knajpie czy na greckiej wyspie. Od zawsze byłam twarda i udawałam bezuczuciową, ale w kącikach moich oczu zebrało się trochę słonej cieczy, która za wszelką cenę chciała spłynąć po policzkach i rozmazać starannie wykonany makijaż. Bo właśnie takie sytuacje – może lekko nieidealne i spontaniczne – stają się najważniejsze i zapadają w naszej pamięci najczęściej.
-Ale dlaczego nie przełożył tego na następny wieczór?
-Wlazły to taka romantyczna ciota. – Westchnęła rozmarzona, a ja roześmiałam się, kiedy dotarło do mnie jakiego określenia użyła w stosunku do swojego męża. – Obliczył sobie, że za dwa lata ta data wypada w sobotę i fajnie byłoby zaplanować na wtedy ślub.
Przysięgam, że w tamtym momencie zakrztusiłam się sokiem i kiedy w końcu odzyskałam zdolność swobodnego oddychania, zaczęłam szukać w pomieszczeniu kapitana Skry, bo po prostu musiałam sprawdzić czy na pewno rozmawiamy o tym samym człowieku. W końcu wskazałam na niego palcem, posłałam jej pytające spojrzenie, które mówiło mniej więcej: „To on? Ten gość?”, a ona skinęła głową na potwierdzenie i już nie miałam wątpliwości. Mariusz Wlazły, zabójca i egzekutor na boisku, który nie miał litości dla żadnego przeciwnika, był najbardziej uczuciowym facetem jakiego znam. Nie mogłam w to uwierzyć.
-Muszę się napić. – Szepnęłam zszokowana i wstałam z niesamowicie wygodnej kanapy. – Mam nadzieje, że się nie pogniewasz.
-No co ty, skąd. – Zaprzeczyła jak z automatu i pchnęła mnie lekko w tłum. – Ale koniecznie musimy dokończyć tę rozmowę.
-Masz to jak w banku.
Przecisnęłam się przez tłum i udałam się do kuchni, w której wzięłam do ręki piwo i zaczęłam przelewać je do ogromnego kufla. Przez chwilę poczułam się jak taki typowy góral, który w mroźne dni nalewa sobie popularnego grzańca i szczęśliwy ogląda telewizje zajadając się kozim serem. Co prawda nie miałam ochoty na ukrywanie się pod kocem i oglądanie durnych seriali, ale uwielbiałam góry i na samo wspomnienie coś ścisnęło mnie w żołądku. Kilkanaście dni w roku na południu Polski to obowiązek każdego.
Popatrzyłam z utęsknieniem na wódkę, którą preferowałam dużo bardziej niż piwo, ale nie chciałam wyjść na alkoholika, który pije czystą w samotności, więc sobie odpuściłam. Upiłam kilka łyków swojego napoju, ale kontemplowanie na temat moich upodobań przerwał mi ogromny huk i odgłos rozbijającego się szkła. Wytrzeszczyłam oczy w zdziwieniu i przerażona pobiegłam do salonu. A tam zastałam samego Michała Winiarskiego zbierającego odłamki pięknej lampy Państwa Wlazłych oraz gospodynie domu, która pochylała się nad nim i mówiła: „Zostaw to.”.
-Ty też to zostaw. – Krzyknęłam i złapałam ją w pasie, żeby zaprowadzić na miejsce, z którego wstała. Bez trudu mogłam wyczuć, że cała się trzęsła, a to było zjawisko co najmniej niepożądane dla kobiety, która była w szóstym miesiącu ciąży. – Usiądź. Odpocznij. Nie denerwuj się. Ja się wszystkim zajmę.
-Ale…
-Nie ma żadnego ale. – Skomentowałam z miną nieznoszącą sprzeciwu, pogroziłam palcem jak dziecku w podstawówce i odwróciłam się w pośpiechu, żeby dotrzeć do przyjmującego Skry, którego wszyscy zdążyli już dawno wypchnąć siłą z pomieszczenia. Bo przecież on posprząta sam, nie ruszać go. Jasne. W jego obecnym stanie miałam wątpliwości czy w ogóle potrafiłby sam rozpiąć sobie spodnie, a co dopiero posprzątać pół salonu. Z resztą jego pokaleczone dłonie również budziły moje wątpliwości. Michał wyglądał fatalnie.
Miał zmierzwione włosy, smugę krwi na czole, która pojawiła się tam zapewne dlatego, ponieważ próbował ogarnąć opadające kosmyki, trud sprawiało mu stanie na dwóch nogach, a koszulę poplamił jakąś ciemną cieczą. Miałam wrażenie, że jakbym wzięła przypadkowego żula spod sklepu na rogu, to nawet on prezentowałby się zdecydowanie lepiej od niego.
-Co ty odpieprzasz? – Wysyczałam, nacisnęłam klamkę od drzwi, które znajdowały się tuż za nim i pchnęłam go do wnętrza pomieszczenia, modląc się, żeby nie okazało się sypialnią właścicieli domu. – To kulturalna impreza, a nie jakaś speluna, w której można się nachlać w cztery dupy. W dodatku jesteś siatkarzem, za trzy dni gramy ważny mecz. Jak zamierzasz odbijać piłkę z takimi rękami? – Uniosłam jego dłonie na wysokość naszych twarzy i zamachałam nimi przed jego oczami. Szybko wyrwał się z mojego uścisku i zrobił krok do tyłu.
-Nie dotykaj mnie. To ja gram mecz. A tobie nic do tego. Jeżeli masz ochotę na seks, to znajdź sobie innego naiwnego, bo ja na pewno nie będę się z tobą pieprzyć.
Stanęłam dosłownie jak wryta, a usta same otworzyły mi się ze zdziwienia. Próbowałam jakoś zareagować i odpowiedzieć mu równie chamsko, ale gość właśnie po prostu nazwał mnie dziwką i nie potrafiłam tego jedynie przełknąć. Nie w tamtym momencie. Milcząc opuściłam pokój i wciąż z szokiem wymalowanym na twarzy, nalałam sobie do kieliszka wódki, którą wypiłam bez najmniejszych oporów. Później kolejny raz i kolejny, aż w końcu zdałam sobie sprawę z tego, że Pliński za chwilę będzie mieć podwózkę do domu i po prostu wyszłam. Z postanowieniem, że pierwszy i ostatni raz w swoim może i czasami zbyt bardzo poukładanym życiu próbowałam pomóc wielkiemu Michałowi Winiarskiemu. 

5 komentarzy:

  1. Winiarski a strzelił cię ktoś przez łeb?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zmieniam zdania. Korna powinna mu była dać w mordę.

      Usuń
  2. Czekam na jakas turbozajebista zemste za tą dziwke

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja go rozumiem. Zona kumpla, w jakiejkolwiek relacji z mezem swym jest, to wciaz zona kumpla. A ze, zarowno Winiar, jak i my nie wiemy, co z czym w tym malzenstwie sie je, to Winiar niewiniatkiem jest w zaistnialej sytuacji :D

    <3 yummy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę bardzo lubię ten komentarz. Nie masz nawet pojęcia jak bardzo.

      Usuń