[rozdział szósty - dlaczego się przejmuje]
Ile razy w życiu znaleźliście się
w sytuacji, że chcieliście komuś po prostu pomóc, a otrzymaliście w zamian
jedynie krytykę i pogardę. Jeden? Dwa? A może dziesięć? Dlaczego ludzie
chociażby z dobroci serca nie są zdolni by podziękować nam za poświęcony im
czas i ruszyć dalej w świat? Dlaczego chociaż na chwilę nie potrafią znaleźć
chociaż krzty dobroci i szepnąć jakieś słowo? Bo wydaje mi się, że nawet będąc
ogromnym egoistą jesteśmy w stanie czasami unieść się dumą i postąpić jak
należy. Zmienić swoje zasady. Trochę je nagiąć. Nie możemy wiecznie odtrącać od
siebie ludzi. Rezygnować z ich pomocy, bo sami sobie poradzimy nawet jeżeli
sytuacja jest tak zła, że nie jesteśmy w stanie tego zrobić. A jeżeli już to
robimy, to musimy pamiętać, że nikt nie jest ulepiony z betonu i każdy ma swoje
granice, każdy jest w stanie znieść określoną ilość rzeczy, ale nie wszystko.
Jedni są po prostu słabi, inni to najmocniejsze jednostki na całym świecie. Ale
zawsze istnieje limit, którego nikt nie jest w stanie przeskoczyć. Umowna
linia. Bariera nie do przejścia.
/
Michał nie odzywał się do mnie od dwóch
tygodni i powoli zaczynało mnie to już bawić. Człowiek najpierw męczy cię w
każdej wolnej chwili swojego życia, a następnie z dnia na dzień sobie odpuszcza
i zaczyna traktować cię jak powietrze. A nawet gorzej. Bo tlen jest mu
potrzebny do życia. A ty jesteś zbędna i mogłabyś przestać istnieć. To było
zabawne, cholernie.
Nie będę oczywiście twierdzić, że jego
zaczepki były w jakikolwiek sposób potrzebne mi do życia, ale w przyjemny
sposób je urozmaicały i dodawały swoistego kolorytu. Dlatego było mi trochę przykro,
kiedy następnego dnia nie złożył mi kolejnej propozycji seksualnej, ale
przyjęłam to z godnością i mogłam w stu procentach skupić się na pracy. A do
zrobienia miałam naprawdę wiele. Dlaczego? Bo Michał w końcu przypomniał sobie
o co chodzi w siatkówce i zaczął grać jak z nut. To nic, że wkładał w swoje
ataki zdecydowanie zbyt dużo energii oraz jakoś podejrzanie często jego
zagrywki lądowały tuż za bandami reklamowymi, prawie wybijając mi wszystkie
myśli z głowy. Zespół powoli stawał się jednością, elementy zaczynały do siebie
pasować, a Skra wygrywała mecz za meczem. I odhaczała w grafiku kolejne
pozycje, które zostały zaplanowane tuż przed startem sezonu. A jedną z nich
była impreza Halloweenowa. Podobno najważniejsze wydarzenie zaraz po finale
Ligii Mistrzów, turnieju o Puchar Polski i w sumie grze o złoto Plusligii też.
Bez najmniejszego wysiłku można było
zauważyć, że wszyscy powariowali i zachowują się co najmniej oblędnie.
Zawodnicy biegali z jednego końca Energii do drugiego, robiąc ankiety, które
miały wyeliminować możliwość powtórzenia się jakiegoś stroju, bo przecież dwóch
Lordów Voldemortów na kilkunastu metrach kwadratowych to zdecydowanie za dużo.
Dlatego poważnie rozważałam opcje czy nie zadzwonić do psychiatryka i nie
zarezerwować kilkunastu miejsc na zapas. Bo 31 października wylądowałam w domu
Mariusza Wlazłego i jako Wonder Woman popijałam drinka, opierając się o jedną
ze ścian. Patrzyłam jak Joker z Hannibalem Lecterem pozowali razem do zdjęć i
wysyłali wszystkim na świecie pokój. Dwóch najważniejszych szaleńców w jednym
pomieszczeniu. Rozumiecie ironię? Bo ja nie do końca ogarnęłam co tam się działo.
Około dwudziestej pierwszej poznałam
Paulinę, która miała genialne poczucie humoru, co jakiś czas krytykowała męża
za jego zachowanie i nie tylko była gospodarzem imprezy, ale również naczelnym
fotografem. Co prawda sama nie przebrała się za żadną straszną postać, ale jako
kobieta, która nosiła pod sercem przyszłość polskiej siatkówki, była po prostu
z tego obowiązku zwolniona. Śmiałyśmy się w najlepsze, obgadywałyśmy chłopaków
i opróżniałyśmy kolejny już karton soku porzeczkowego, a ja poznawałam historię
związku Państwa Wlazłych i czułam się jakbym znała tę kobietę pół swojego
życia. Niesamowite uczucie.
-Mariusz oświadczył się w samochodzie? –
Krzyknęłam i roześmiałam się najgłośniej jak tylko potrafiłam. Paulina właśnie
opowiadała mi jak to atakujący Skry zaplanował romantyczną kolację od a do z,
ale w drodze do restauracji zepsuł mu się samochód i spędzili całą noc na
poboczu jakiejś rzadko uczęszczanej drogi. I to właśnie tam poprosił ją o rękę.
– Po prostu nie wierzę!
-Tak, mój romantyczny mąż wypaćkał się
cały w smarze i oleju, a następnie zaczął mnie przepraszać, że to nie tak miało
wyglądać, wyciągnął z marynarki pudełeczko i przerażony zapytał czy za niego
wyjdę. Miłość jest ślepa.
Może i ta sytuacja była naprawdę mało
romantyczna, ale mimo wszystko zawierała w sobie więcej piękna niż jakiekolwiek
oświadczyny w eleganckiej knajpie czy na greckiej wyspie. Od zawsze byłam
twarda i udawałam bezuczuciową, ale w kącikach moich oczu zebrało się trochę
słonej cieczy, która za wszelką cenę chciała spłynąć po policzkach i rozmazać
starannie wykonany makijaż. Bo właśnie takie sytuacje – może lekko nieidealne i
spontaniczne – stają się najważniejsze i zapadają w naszej pamięci najczęściej.
-Ale dlaczego nie przełożył tego na
następny wieczór?
-Wlazły to taka romantyczna ciota. –
Westchnęła rozmarzona, a ja roześmiałam się, kiedy dotarło do mnie jakiego
określenia użyła w stosunku do swojego męża. – Obliczył sobie, że za dwa lata
ta data wypada w sobotę i fajnie byłoby zaplanować na wtedy ślub.
Przysięgam, że w tamtym momencie
zakrztusiłam się sokiem i kiedy w końcu odzyskałam zdolność swobodnego
oddychania, zaczęłam szukać w pomieszczeniu kapitana Skry, bo po prostu
musiałam sprawdzić czy na pewno rozmawiamy o tym samym człowieku. W końcu
wskazałam na niego palcem, posłałam jej pytające spojrzenie, które mówiło mniej
więcej: „To on? Ten gość?”, a ona
skinęła głową na potwierdzenie i już nie miałam wątpliwości. Mariusz Wlazły,
zabójca i egzekutor na boisku, który nie miał litości dla żadnego przeciwnika,
był najbardziej uczuciowym facetem jakiego znam. Nie mogłam w to uwierzyć.
-Muszę się napić. – Szepnęłam zszokowana
i wstałam z niesamowicie wygodnej kanapy. – Mam nadzieje, że się nie pogniewasz.
-No co ty, skąd. – Zaprzeczyła jak z
automatu i pchnęła mnie lekko w tłum. – Ale koniecznie musimy dokończyć tę
rozmowę.
-Masz to jak w banku.
Przecisnęłam się przez tłum i udałam
się do kuchni, w której wzięłam do ręki piwo i zaczęłam przelewać je do
ogromnego kufla. Przez chwilę poczułam się jak taki typowy góral, który w
mroźne dni nalewa sobie popularnego grzańca i szczęśliwy ogląda telewizje
zajadając się kozim serem. Co prawda nie miałam ochoty na ukrywanie się pod
kocem i oglądanie durnych seriali, ale uwielbiałam góry i na samo wspomnienie
coś ścisnęło mnie w żołądku. Kilkanaście dni w roku na południu Polski to
obowiązek każdego.
Popatrzyłam z utęsknieniem na wódkę,
którą preferowałam dużo bardziej niż piwo, ale nie chciałam wyjść na
alkoholika, który pije czystą w samotności, więc sobie odpuściłam. Upiłam kilka
łyków swojego napoju, ale kontemplowanie na temat moich upodobań przerwał mi
ogromny huk i odgłos rozbijającego się szkła. Wytrzeszczyłam oczy w zdziwieniu
i przerażona pobiegłam do salonu. A tam zastałam samego Michała Winiarskiego
zbierającego odłamki pięknej lampy Państwa Wlazłych oraz gospodynie domu, która
pochylała się nad nim i mówiła: „Zostaw
to.”.
-Ty też to zostaw. – Krzyknęłam i
złapałam ją w pasie, żeby zaprowadzić na miejsce, z którego wstała. Bez trudu
mogłam wyczuć, że cała się trzęsła, a to było zjawisko co najmniej niepożądane
dla kobiety, która była w szóstym miesiącu ciąży. – Usiądź. Odpocznij. Nie
denerwuj się. Ja się wszystkim zajmę.
-Ale…
-Nie ma żadnego ale. – Skomentowałam z
miną nieznoszącą sprzeciwu, pogroziłam palcem jak dziecku w podstawówce i
odwróciłam się w pośpiechu, żeby dotrzeć do przyjmującego Skry, którego wszyscy
zdążyli już dawno wypchnąć siłą z pomieszczenia. Bo przecież on posprząta sam,
nie ruszać go. Jasne. W jego obecnym stanie miałam wątpliwości czy w ogóle
potrafiłby sam rozpiąć sobie spodnie, a co dopiero posprzątać pół salonu. Z
resztą jego pokaleczone dłonie również budziły moje wątpliwości. Michał
wyglądał fatalnie.
Miał zmierzwione włosy, smugę krwi na
czole, która pojawiła się tam zapewne dlatego, ponieważ próbował ogarnąć
opadające kosmyki, trud sprawiało mu stanie na dwóch nogach, a koszulę poplamił
jakąś ciemną cieczą. Miałam wrażenie, że jakbym wzięła przypadkowego żula spod
sklepu na rogu, to nawet on prezentowałby się zdecydowanie lepiej od niego.
-Co ty odpieprzasz? – Wysyczałam,
nacisnęłam klamkę od drzwi, które znajdowały się tuż za nim i pchnęłam go do
wnętrza pomieszczenia, modląc się, żeby nie okazało się sypialnią właścicieli
domu. – To kulturalna impreza, a nie jakaś speluna, w której można się nachlać
w cztery dupy. W dodatku jesteś siatkarzem, za trzy dni gramy ważny mecz. Jak
zamierzasz odbijać piłkę z takimi rękami? – Uniosłam jego dłonie na wysokość
naszych twarzy i zamachałam nimi przed jego oczami. Szybko wyrwał się z mojego
uścisku i zrobił krok do tyłu.
-Nie dotykaj mnie. To ja gram mecz. A
tobie nic do tego. Jeżeli masz ochotę na seks, to znajdź sobie innego naiwnego,
bo ja na pewno nie będę się z tobą pieprzyć.
Stanęłam dosłownie jak wryta, a usta
same otworzyły mi się ze zdziwienia. Próbowałam jakoś zareagować i odpowiedzieć
mu równie chamsko, ale gość właśnie po prostu nazwał mnie dziwką i nie
potrafiłam tego jedynie przełknąć. Nie w tamtym momencie. Milcząc opuściłam
pokój i wciąż z szokiem wymalowanym na twarzy, nalałam sobie do kieliszka
wódki, którą wypiłam bez najmniejszych oporów. Później kolejny raz i kolejny,
aż w końcu zdałam sobie sprawę z tego, że Pliński za chwilę będzie mieć
podwózkę do domu i po prostu wyszłam. Z postanowieniem, że pierwszy i ostatni
raz w swoim może i czasami zbyt bardzo poukładanym życiu próbowałam pomóc
wielkiemu Michałowi Winiarskiemu.
Winiarski a strzelił cię ktoś przez łeb?
OdpowiedzUsuńNie zmieniam zdania. Korna powinna mu była dać w mordę.
UsuńCzekam na jakas turbozajebista zemste za tą dziwke
OdpowiedzUsuńJa go rozumiem. Zona kumpla, w jakiejkolwiek relacji z mezem swym jest, to wciaz zona kumpla. A ze, zarowno Winiar, jak i my nie wiemy, co z czym w tym malzenstwie sie je, to Winiar niewiniatkiem jest w zaistnialej sytuacji :D
OdpowiedzUsuń<3 yummy
Naprawdę bardzo lubię ten komentarz. Nie masz nawet pojęcia jak bardzo.
Usuń